logotype

Katolickie artykuły, informacje

8 rzeczy w które NIE WOLNO się ubrać do Kościoła.

Nawet gorącym latem


8 rzeczy w które NIE WOLNO się ubrać do Kościoła. Nawet gorącym latem



Im więcej stopni Celsjusza wskazują termometry w późnowiosenne niedziele, tym świadkami większego zgorszenia stają się wierni polskich kościołów. Krótkie spódniczki, dekolty, odsłonięte ramiona, krótkie spodenki – coraz częściej ubrani w ten właśnie sposób chodzimy uczcić Pamiątkę Śmierci Pana Jezusa. To naprawdę woła już o pomstę do nieba.




Oto czego zdecydowanie nie powinniśmy zakładać wybierając się na Mszę Świętą. Zupełnie nie jest przy tym ważne, czy na zewnątrz jest 28 czy 37 stopni, nie jest też ważne czy po/przed Mszą wybieramy się nad jezioro, do restauracji czy na grilla. Nie zakładamy i już:







Kobiety:




1.       Krótkie sukienki lub spódniczki

Jak sprawdzić, czy sukienka lub spódniczka, którą mamy ochotę ubrać jest zbyt krótka aby założyć ją do Kościoła? Wystarczy usiąść! Gdy siedzimy sprawdźmy, czy mamy przykryte kolana. Jeśli nie, oznacza to, iż musimy wrócić do szafy i poszukać dłuższego stroju.




Dlaczego to takie ważne, aby przykryć kolana? Wczujmy się w księży i służbę liturgiczną – przecież fakt, iż założyli oni sutanny czy alby nie oznacza, że przestali być mężczyznami. Odsłonięte kolana przyciągają niestety ich wzrok, więc fakt, że zmuszamy ich do walki z „uciekającymi oczami” zamiast na służbie ołtarza, jest naszym przewinieniem. I nie jest żadnym usprawiedliwieniem znalezienie sobie miejsca z dala od oczu księdza – w ostatnich ławkach również siedzą mężczyźni, im również należy pozwolić skupić się wyłącznie na Bogu.




2.       Krótkie spodenki i duży dekolt

Wszystkie zalecenia dotyczące punktu pierwszego odnoszą się także do popularnych wśród młodych dziewcząt krótkich spodenek czy tak zwanych shortów. Różnica między sukienką a szortami jest jednak zasadnicza – tych drugich nie powinno się nosić w ogóle, chyba że we własnym ogrodzie. Ostatnimi czasy coraz więcej kobiet uznaje tego typu ubiór - niewiele różniący się obfitością od bielizny - za odpowiedni do wyjścia z domu. Doprawdy jednak kościół jest ostatnim miejscem w którym należałoby prezentować kawałek swego udźca, choćby nie wiem jak zgrabne miałybyśmy nogi.




Z coraz powszechniejszym brakiem wstydu wiąże się też brak jakiejkolwiek refleksji dotyczącej eksponowania dekoltu. Ten najbardziej wydawałoby się elementarny wyraz skromności, jakim jest zakrycie piersi wydaje się dziś młodym kobietom mocno nieoczywisty. Przypomnijmy więc – przychodzicie uczestniczyć w Najświętszej Ofierze a nie w zabawie w remizie.




3.       Widoczna bielizna – górna i dolna

Modne są również – co dość niezrozumiałe, ale to nie jest tekst na ten temat – bluzki trzymające się na jednym ramieniu oraz spodnie z bardzo niskim stanem. Oba te rodzaje garderoby nastręczają problemów moralnych i estetycznych – a z nimi szczególnie w kościele nie chcemy mieć przecież nic wspólnego. Ubierając się więc na Mszę Świętą lub inne nabożeństwo absolutnie nie bierzmy pod uwagę bluzek z jednym rękawem, bluzeczek z cieniutkimi rękawkami czy topów bez rękawów! Prócz tego, że odsłaniają ramiona, pokazują też światu nasze ramiączka od biustonosza.




Zwróćmy również uwagę na zakładane przez nas spodnie. Pamiętajmy, by nie wybierać biodrówek i innych spodni z niskim stanem. Dlaczego? Osobom, które dawno nie były w kościele przypomnę – tam się dość często klęka. Przy klęknięciu osoby siedzące w ławkach za nami lub stojące w naszej okolicy narażone mogą być na widok naszej dolnej bielizny. Zapewne byśmy tego nie chciały, a nawet jeśli z jakichś powodów jest nam to obojętne – inni modlący się z pewnością przyszli patrzeć na co innego.




4.       Gołe nogi, widoczne brzuchy, klapki i ubrania prześwitujące

Choćby nie wiem jak było gorąco, nie eksponujmy w kościele takich części ciała jak brzuch, ramiona czy plecy. Tak zwane ubrania prześwitujące w tych miejscach, choć być może zapewniają fizyczny komfort przy upalnej pogodzie, zapewniają jednocześnie ogromny dyskomfort jeśli chodzi o moralność.




Musimy pamiętać, że kościół jest kościołem, a nie na przykład plażą. Klapki, japonki i tego typu obuwie są zapewne odpowiednim ubiorem na spacer po piasku, ale niekoniecznie na Mszę Świętą. Kobieta, która została dopuszczona do czytania Pisma Świętego powinna dawać tym lepszy przykład – wymaga się od niej, by nie tylko dostosowała się do wszystkich powyższych punktów, ale także miała na nogach rajstopy. Gołe nogi nigdy nie było bowiem oznaką szacunku dla gospodarza miejsca.




5.       Obcisłe stroje

Z tego samego powodu dla którego nie powinnyśmy nosić wyżej wymienionych ubrań, na Mszę Świętą nie należy także zakładać odzieży obcisłej. Jeśli już czujemy jakiś niejasny przymus by założyć na siebie leginsy, obcisłą bluzkę czy opinające dżinsy, nie zakładajmy ich do Kościoła!



Mężczyźni:




1.       Krótkie spodenki

Polscy mężczyźni coraz częściej uprawiają latem coś na kształt turystyki kościelnej. Nie chodzi jednak o zwiedzanie kościołów, ale o ubieranie się na Mszę Świętą jak turysta na plażę. Krótkie spodenki nie są przecież strojem, który należałoby wybrać na okazję, jaką jest spotkanie ze Zbawicielem.




Poza tym, dorosły mężczyzna w krótkich spodenkach? Czy to licuje z powagą ojca rodziny?




2.       Koszulka typu T-Shirt

Trudno spodziewać się, by polski mężczyzna, wychowany przez polską matkę, ewentualnie mający polską żonę nie miał w domu choćby jednej porządnej koszuli! Jednak przypatrując się męskim strojom w kościołach w miesiącach wiosennych i letnich wydaje się, że przychodzą do nich głównie kawalerowie wracający ze spaceru z psem.




T-shirt to strój dobry na rower, jogging czy koszenie trawy, a nie do kościoła!




3.       Spodnie z niskim stanem

W ramach feminizującej się męskiej mody, mężczyźni coraz częściej noszą spodnie typu biodrówki i spodnie z niskim stanem. Przy klęknięciu niestety, widać wszystko. Nikt tego oglądać nie chce, szczególnie w kościele.






Ubierając się latem do kościoła myślmy w następujący sposób – w co ubrałbym się na spotkanie z Królową Brytyjską? Ubierzemy leginsy i japonki? T-shirt i klapki? A potem uświadommy sobie, że Wielkość, Godność, Chwała i Majestat Chrystusa – Króla Wszechświata – są nieskończenie większe niż jakiegokolwiek ziemskiego monarchy.

Kerygmat - co to takiego?

wtorek, 23 kwietnia 2013 Kerygmat - co to takiego?

Słowo kerygmat budzi zainteresowanie. Brzmi tajemniczo i intrygująco. Wbrew pozorom nie odnosi się do czegoś, o czym przeciętny katolik nie ma pojęcia.

Źródłosłowem kerygmatu są dwa greckie wyrazy:  κήρυγμα, ogłoszenie, proklamacja; κήρυκες /kerykes/ herold; κηρύσσω głoszę, krzyczę. Kerygmat to pewnego rodzaju działalność apostolska, głoszenie podstawowych prawd wiary, ale w specyficzny sposób. Co ważne, taka forma działalności ewangelizacyjnej jest wspólna dla wszystkich odłamów i nurtów chrześcijaństwa.  Sposób przekazywania nauki Jezusa jest zaczerpnięty ze starożytnej Grecji. W mieście – państwie Ateny mieszkańcy gromadzili się na oficjalnych zebraniach, które nazywano εκκλησία (ekklesia). Takie spotkanie było wcześniej obwieszczane obywatelom poprzez odpowiednich heroldów - κήρυκες (kerykes). Zgromadzeni mężczyźni wysłuchiwali nauk i włączali się w dysputy o ważnych dla polis sprawach. Taki model nauczania przyjęli w Jerozolimie apostołowie, którzy uważali się za heroldów Króla Izraela. Ich celem było głoszenie słowa Boga i zebranie wyznawców Chrystusa. Podobną funkcję pełniło u Żydów czytanie Pisma w synagogach. W Nowym Testamencie tym terminem określano przepowiadanie Jezusa o nadchodzącym królestwie Bożym, a także głoszenie Jego uczniów o zbawieniu, jakiego Bóg dokonał w Jezusie i o jego dostępności dla każdego, kto uwierzy (bez warunków wstępnych tzn. bez uprzednich zasług).

Kerygmat jest w centrum nauki Jezusa. To nie tylko sama forma przekazywania wiedzy, to także jej specyficzne przesłanie. Nie jest to przekazywanie suchych reguł, dyktowanie katechizmu, czy omawianie rytuałów. Taka forma ewangelizowania skupia się na opowiedzeniu ludziom o codziennej obecności Boga. Chce pokazać Jego działanie i miłość w każdym dniu naszego życia. Zmienił się, pewnego rodzaju, profil religijny społeczeństwa. Coraz mniej przejmujemy się opinią społeczną, czy presją otoczenia i przestajemy robić coś tylko dlatego, że inni tego od nas wymagają. Nie wytłumaczono nam wielu zasad religijnych, więc je pomijamy. Współczesny człowiek nie chce robić czegoś, czego nie rozumie. Kerygmat ma na celu pokazanie ludziom sensu życia w Bogu.  Kerygmat jest przedstawieniem Emmanuela – Boga z nami, żyjącego i obecnego wśród wiernych Jezusa. Kerygmat jest ogłoszeniem zbawienia dokonanego przez Boga w Jezusie. To najważniejsza cecha orędzia kerygmatycznego. W najprostszej formie przedstawił go św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian: Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, został pogrzebany, zmartwychwstał trzeciego dnia zgodnie z Pismem, i ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu. (15, 3b-5).  To także głoszenie światu Bożego Miłosierdzia -  podkreślanie, że miłość Boga do człowieka jest większa niż nawet najcięższy grzech.  Potrzebna jest do tego tylko chęć nawrócenia.

Treści zawarte w kerygmacie można podzielić na sześć części, które odpowiadają prawdom wiary chrześcijańskiej:

- miłość Boga,

- rzeczywistość grzechu,

- odkupienie w Chrystusie ukrzyżowanym, pogrzebanym i zmartwychwstałym,

- konieczność przyjęcia przez wiarę Chrystusa jako osobistego Pana i Zbawiciela,

- posłannictwo Ducha Świętego,

- tajemnica Kościoła – wspólnoty zbawionych.

Podsumowując i przekazując sens kerygmatu  w telegraficznym skrócie, można powiedzieć, że jest to podkreślanie prawdy o powszechnym odkupieniu. Zbawienie bowiem pochodzi od Boga i nie jest dziełem człowieka tylko darmowej, niezasłużonej łaski ofiarowanej grzesznikom. Kerygmat jest ogłoszeniem tej prawdy i przekonywaniem o jej ciągłej aktualności.

Według znawców teologii kerygmat jest pierwszym „przepowiadaniem” (nazywany też „pierwszym głoszeniem”) o miłości Boga do człowieka i powinien poprzedzać katechizowanie. To proces, który ma sprawić, ze urodzi się w nas wiara.  Można roboczo powiedzieć, że głoszenie kerygmatu to, w dużej mierze, zadanie rodziców wychowujących swoje dziecko w wierze chrześcijańskiej. Wiedza uzyskana od opiekunów powinna być usystematyzowana (i podparta „książkową” wiedzą) przez katechetów w szkole. Kerygmat  jest  wiadomością,  nie  jest  pouczaniem,  ani  filozofią,  ani  doktryną:  jest  wydarzeniem,  które  przy  każdym  głoszeniu  się  realizuje. Jednym z najbardziej gorliwych głosicieli kerygmatu w  historii był święty Paweł. To on napisał:  Bóg zechciał zbawić świat przez głupstwo kerygmatu (1 Kor 1, 21),

Autor: KK/fra3

Źródło: Franciszkanska3.pl









Czy piekło istnieje?

     Upadek moralności i zanik poczucia grzechu prowadzi do odrzucania radosnej prawdy o zbawieniu, w tym również objawionej prawdy o istnieniu piekła. Sama myśl o wiecznej karze piekła budzi u ludzi słabej wiary oraz u niewierzących silny sprzeciw. Osoby takie uważają bowiem, że wiecznego potępienia nie da się pogodzić z prawdą o Bogu, który przecież zawsze kocha i zawsze przebacza.

     Prawda o istnieniu wiecznego potępienia została przypomniana przez Matkę Bożą w Fatimie. Jan Paweł II w homilii z 13 maja 1982 roku, którą wygłosił w Fatimie, wyjaśnił, jak należy rozumieć pierwszą część fatimskiego orędzia: "Największą przeszkodą w drodze człowieka do Boga jest grzech, trwanie w grzechu, a w końcu wyparcie się Boga. Świadome wyrzucenie Boga ze świata ludzkiej myśli. Oderwanie od Niego całej ziemskiej aktywności człowieka. W rzeczywistości wieczne zbawienie człowieka znajduje się tylko w Bogu. Odrzucenie Boga przez człowieka - jeżeli jest zdecydowane - prowadzi logicznie do odrzucenia człowieka przez Boga (por. Mt 7, 23; 10, 33), do potępienia. - Czy Matka, która całą miłością, jaką budzi w Niej Duch Święty, pragnie zbawienia każdego, może milczeć w obliczu kwestionowania samej podstawy ich zbawienia? Nie, nie może. Tak więc, ponieważ orędzie Matki Bożej Fatimskiej jest orędziem macierzyńskim, jest ono silne i jednoznaczne. Brzmi poważnie. Brzmi jak mowa Jana Chrzciciela nad brzegiem Jordanu. Nawołuje do pokuty. Ostrzega. Wzywa do modlitwy. Poleca różaniec. Orędzie jest skierowane do każdego człowieka". A św. Faustyna w swoim Dzienniczku pisze: "Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest (...). Jedno zauważyłam: że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło" (Dz. 741).

Pismo św. na temat piekła

     "Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy" (1 Tm 2, 4); "Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia" (2 P 3, 9) -teksty te wyraźnie mówią, że Bóg kocha i pragnie zbawić wszystkich ludzi. Każdy człowiek otrzymuje szansę zbawienia. Nie ma więc ludzi przeznaczonych na potępienie. Nie można jednak zapominać, że oprócz Bożej woli zbawienia wszystkich ludzi istnieje wolna ludzka wola, która może odrzucić zbawczą miłość Boga. Sam Pan Jezus wielokrotnie mówił, że odrzucenie Boga przez człowieka prowadzi do wiecznego potępienia, a więc bezbożnicy będą definitywnie wyłączeni z życia wiecznego i oddzieleni od Chrystusa: "Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom" (Mt 25, 41). Wszyscy nieposłuszni woli Bożej usłyszą: "Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości" (Mt 7, 23); "Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne, kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży" (J 3, 36). Odrzucenie tych wszystkich, którzy nie przyjęli zaproszenia na ucztę, jest absolutne: "Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty" (Łk 14, 24). Wyjaśnienie przez Chrystusa przypowieści o sieci nie jest metaforą: "Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów" (Mt 13, 49-50). Również w listach św. Pawła znajdujemy teksty mówiące o absolutnym wyłączeniu bezbożników z królestwa Bożego: "Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy,, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwieźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego" (1 Kor 6,9-10; por. Ga 5, 19; Ef 5, 5). W cytowanych tekstach formuły potępienia mają charakter absolutny: "nikt z tych ludzi nie skosztuje mojej uczty"; "nie zobaczy życia"; "nie posiądzie królestwa". Z językowego punktu widzenia najmocniejsze teksty mówiące o wieczności kar piekielnych znajdują się w Apokalipsie (14, 11 i 20, 10). Aby wyrazić nieograniczony czas trwania, zostały tam użyte zwroty "na wieki" i "na wieki wieków". Formuły te wyrażają prawdziwą i nigdy nie kończącą się wieczność. Nikt nie może więc mieć żadnych wątpliwości, że teksty Pisma św. jednoznacznie wskazują na wieczne potępienie i wykluczają jakąkolwiek myśl o apokastazie - czyli twierdzenie, że wyłączenie bezbożników będzie tylko czasowe, a ich kara się kiedyś zakończy, ponieważ się nawrócą.

Grzech przeciwko Duchowi Świętemu

     O wieczności piekła dowiadujemy się również przy okazji nauczania Jezusa na temat grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Pan Jezus mówi, że "Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu nie będzie odpuszczone (...) ani w tym wieku, ani w przyszłym" (Mt 12, 31 i n.). A Jan Paweł II w encyklice Dominum et Vivificantem (n. 46) wyjaśnia, że grzech przeciwko Duchowi Świętemu polega na "(...) odmowie przyjęcia tego zbawienia, jakie Bóg ofiarowuje człowiekowi przez Ducha Świętego". Jest to postawa całkowitego zamknięcia się człowieka na miłość Boga, postawa człowieka, "(...) który broni rzekomego prawa do trwania w złu, we wszystkich innych grzechach i który w ten sposób odrzuca odkupienie". Jest to więc grzech nieodpuszczalny z samej swojej natury, ponieważ jest on owocem radykalnego odrzucenia szansy zbawienia. Nie jest to jednorazowy grzeszny czyn, ale postawa absolutnego egoizmu - czyli całkowitego zamknięcia się człowieka na miłość Chrystusa. Taka postawa kształtuje się w człowieku w ciągu całego ziemskiego życia.

     Każdy w pełni świadomy i dobrowolny wybór zła przyczynia się do strasznych zniszczeń w człowieku. Wyrażają się one w zaniku wrażliwości na miłość Boga i w postępującej niezdolności do miłości bliźniego. Jeżeli przez całe ziemskie życie człowiek będzie żył tak, jakby Boga nie było, i będzie radykalnie odrzucał możliwość nawrócenia się, nazywając zło dobrem, a dobro - złem, to wtedy realnie istniejąca siła zła do tego stopnia może zniszczyć jego osobę, że stanie się niezdolnym do miłości, stuprocentowym egoistą, a więc kimś, kto kocha siebie miłością posuniętą aż do nienawiści Boga. Co się stanie z takim człowiekiem w najważniejszym momencie jego życia, czyli w chwili śmierci?

Sąd w momencie śmierci

     Wiemy o tym, że w momencie śmierci będzie sąd. Pan Jezus wyjaśnia: "A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła (...)" (J 3, 19-21). W momencie śmierci każdy człowiek stanie przed Chrystusem jako jedyną rzeczywistością. Nie będzie się mógł wycofać, nie będzie mógł Go ominąć - będzie musiał podjąć decyzję przyjęcia lub odrzucenia daru Jego miłości. Ci wszyscy ludzie, którzy w czasie ziemskiego życia bardziej umiłowali zło aniżeli dobro i stali się absolutnymi egoistami, w momencie śmierci znienawidzą i odrzucą miłość, jaką są kochani przez Boga. Jeżeli natomiast w człowieku będzie chociażby minimalna zdolność przyjęcia daru miłości Bożej, taki człowiek będzie zbawiony, ale po okresie dojrzewania do miłości w czyśćcu (por. 1 Kor 3, 11-15). "Tak" powiedziane Chrystusowi staje się niebem, natomiast odrzucenie Bożego Miłosierdzia staje się piekłem. Chrystus objawia nam, że to sam człowiek skazuje siebie na potępienie że w momencie sądu każdy otrzyma to, czego będzie pragnął, a człowiek będzie pragnął zgodnie z tym, kim się stał w ciągu swego ziemskiego życia. Dlatego Pan Bóg ostrzega nas: "Nie dążcie do śmierci przez swe błędne życie, nie gotujcie sobie zguby własnymi rękami" (Mdr 1, 12).

     Jak to jest możliwe, że kochający i miłosierny Bóg skazuje ludzi na wieczne potępienie? Na to pytanie Matka Boża odpowiedziała widzącym w Fati-mie, że ludzie, którzy idą na wieczne potępienie, sami wybierają trwanie w piekle, ponieważ nienawidzą Boga i nie chcą być zbawieni. Obwiniają oni i nienawidzą Boga za wszystko i w ten sposób stają się częścią piekła.

     Tak więc w momencie śmierci człowiek wybierze to, czego będzie pragnął, a jego pragnienia będą wynikały z jego postawy ukształtowanej w ciągu całego ziemskiego życia. Absolutny egoista, całkowicie zniewolony przez zło, będzie pragnął zła, a dobra będzie nienawidził. W swoim samouwielbieniu znienawidzi i definitywnie odrzuci miłość Chrystusa przy spotkaniu się z Nim w chwili śmierci.

     Wiemy z własnego doświadczenia, że często zło wydaje się bardziej atrakcyjne aniżeli dobro. Wynika to z naszej grzeszności i niedojrzałości do miłości. Dla narkomana czy pijaka trzeźwość nie jest pociągająca, a uzależniony od pornografii i seksu erotoman wezwanie do samokontroli i czystości będzie traktował jako ograniczenie swojej wolności. Zło ma to do siebie, że zniewala i uzależnia, emanując śmiercionośną słodycz, która niszczy to, co jest w człowieku najcenniejsze - zdolność do miłości, i która pogłębia egoizm - czyli zakochanie się w sobie samym, jak gdyby się było dobrem ostatecznym. Takie uzurpowanie sobie boskości stwarza w człowieku postawę grzechu przeciw Duchowi Świętemu - czyli rzeczywistość piekła. Absolutny egoista - niejako z konieczności wynikającej z prawdy, kim on jest -w momencie śmierci z nienawiścią odrzuci dar Bożej miłości. Jest to sytuacja wiecznego potępienia.

     Jezus Chrystus mówi jasno i jednoznacznie o realnej możliwości wiecznego potępienia nie po to, aby nas straszyć, ale żeby uświadomić nam całą prawdę o ostatecznych konsekwencjach grzechów. Dlatego jako prawdziwy Bóg stał się On prawdziwym człowiekiem, aby wyprowadzić nas z piekła grzechu i śmierci i dać nam pełnię życia. Przechodzenie człowieka ze śmierci do życia nie dokonuje się w sposób magiczny, ale tylko za jego zgodą, wyrażoną w pełni w dobrowolnie podjętym trudzie życia według przykazań i wymagań Ewangelii. Tylko Chrystus może uwolnić mnie od rzeczywistości piekła grzechu, ale muszę się zgodzić na to, aby w duchu wiary podporządkowywać egoistyczne korzyści swojego ja wymaganiom objawionej Prawdy. Im bardziej będę się opierał(a) na sobie i żył(a) według zasad egoizmu, tym bardziej będę się staczał(a) i pogrążał(a) w rzeczywistości piekła. Trzeba pamiętać, że potępienia wiecznego nie można rozumieć jako jakiejś sankcji zewnętrznej wymierzanej ludziom przez Boga.

Największa kara

     Największą karą za każdy grzech są same konsekwencje grzechu, które są znakiem i początkiem doświadczenia piekła już tutaj na ziemi. W czasie ziemskiego życia doświadczamy tragicznych skutków grzechów, które są przedsmakiem rzeczywistości piekła. Są nimi: "(...) nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne" (Ga 5, 19-21). Popełniając grzech, człowiek odrzuca życie i miłość, a wybiera śmierć i samozniszczenie. Staje się w ten sposób niewolnikiem grzechu. Jest to absurdalna postawa prowadząca do takiego zniewolenia przez egoizm, do takiej koncentracji na sobie, że w ostateczności człowiek będzie działał przeciwko sobie samemu i będzie również innych pragnął w tę niewolę wciągnąć. Widać to szczególnie dzisiaj w świecie, kiedy ludzie, którzy mają władzę w środkach masowego przekazu, nienawidzą Chrystusa i chrześcijańskiego systemu wartości, z niezwykłą gorliwością niszczą autorytet Kościoła, demoralizując i ateizując ludzi, a szczególnie najmłodsze pokolenie. Zniewoleni przez zło ludzie pragną zła i robią wszystko, aby również inni znaleźli się w niewoli różnych nałogów oraz żyli w zakłamaniu i nienawiści. Usunięcie Boga z życia ludzkiego zawsze rodzi poczucie bezsensu, a także szczególny rodzaj zatwardziałości w zakłamaniu - polegający na tym, że zło uważa się za dobro. Postawa zatwardziałości w zakłamaniu i życia takiego, jakby Boga nie było, jest szczególnym rodzajem doświadczenia obecności piekła już w czasie ziemskiego życia. Trzeba pamiętać, że te środki masowego przekazu, które zachęcają do grzechu oraz proponują styl życia bez Chrystusa i zasad moralnych, wprowadzają ludzi na drogę wiodącą do zguby wiecznej.

     Nie można zapominać, że miłość Boża całkowicie respektuje wolność swojego stworzenia, także wtedy, kiedy decyduje się ono na definitywne odrzucenie Boga. Tak więc piekło nie jest nieprzewidzianą czy niesprawiedliwą karą. Człowiek sam, wybierając grzech na swoją odpowiedzialność, idzie drogą prowadzącą do piekła. Istnieje piekło, ponieważ istnieje grzech. Piekło jest niczym innym jak grzechem chcianym jako cel, przyjętym jako ostateczne spełnienie i rozciągającym się w nieskończoność. Prawda o piekle nadaje naszemu ziemskiemu życiu niepowtarzalność i dramatyczną wyjątkowość. Przypomina nam, że jeżeli grzech, który jest największym nieszczęściem dla człowieka, bagatelizuje się lub traktuje się go jako dobro, to wtedy wprowadza nas on w rzeczywistość piekła: "Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje (w życiu na ziemi), to i żąć będzie (w życiu po śmierci): kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne" (Ga 6, .

     Wieczne piekło jest więc owocem i ukoronowaniem całego ziemskiego życia człowieka, który dobrowolnie się oddał w niewolę zła. Dlatego kochający Bóg ostrzega nas: "Nie dążcie do śmierci przez swe błędne życie, nie gotujcie sobie zguby własnymi rękami" (Mdr 1, 12). Matka Boża w Fatimie przypomniała, że największą tragedią i nieszczęściem człowieka jest grzech i trwanie w grzechu, które prowadzi do całkowitego odrzucenia Boga, czyli do piekła. Ukazując przerażającą wizję piekła, Maryja uświadomiła nam, że pogrążając się w niewoli grzechów i wyrzekając się wiary w Boga, wiele dusz dobrowolnie idzie na wieczne potępienie. "Miłosierdzie Boże - pisze św. Faustyna - dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz widzimy, jakoby wszystko było stracone, lecz nie tak jest; dusza, oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga [przebaczenie] i win, kar (...) O, jak niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale, o zgrozo - są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny wewnętrzny, że jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło; udaremnią wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą, i nawet same wysiłki Boże..." (Dz. 1698).

     Takie jest najważniejsze przesłanie pierwszej części orędzia fatimskiego.


ks. M. Piotrowski TChr


Publikacja za zgodą redakcji

nr 4-2007





Kościół o pornografii

      Św. Jan Chryzostom w IV w., przestrzegając kobiety przed zbyt wyzywającym ubieraniem się, pisał: Wszędzie nosisz ze sobą swe sidła i w każdym miejscu zarzucasz swe sieci. Twierdzisz, że nigdy nikogo nie namówiłaś do grzechu. Owszem, choć nie przy pomocy słów to uczyniłaś, ale za pomocą twego stroju i zachowania... Jeśli sprawiłaś, że ktoś zgrzeszył w swoim sercu, jakżesz możesz być niewinna? Powiedz mi, kogo potępia ten świat? Kogo karzą sędziowie? Tych, co spożywają truciznę, czy tych, którzy przygotowują i podają śmiertelny napój? Przygotowałaś ohydny kielich, podałaś śmiertelny napój i jesteś większym zbrodniarzem niż ci, co zatruwają ciało; bo ty nie zabijasz ciała, lecz duszę. I nie czynisz tego wrogom, ani pod wpływem wyobrażonej konieczności, ale z głupiej próżności i pychy. Przez całe wieki Kościół cierpliwie i z naciskiem przypominał o zachowaniu dobrych obyczajów i o skromności w stroju, zachowaniu i w sztuce. Czynił to w ramach troski o moralność, ucząc wiernych zasad etyki i przypominając ewangeliczne wezwanie do czystości.
      Teza o walce Kościoła z pornografią znalazła swój wyraz w trwałym i oficjalnym wezwaniu Kodeksu Prawa Kanonicznego: Z samego prawa zabrania się czytać książek, które z założenia omawiają, przedstawiają lub uczą rzeczy sprośnych (1399, pkt 9). Kanon 1404 dotyczył księgarzy: Sprzedawcy książek niech nie sprzedają, nie pożyczają ani nie przechowują książek, traktujących z założenia o rzeczach sprośnych.
      31 grudnia 1929 r. papież Pius XI ogłosił encyklikę na temat edukacji chrześcijańskiej, Divini Illius Magistri, w której m.in. podkreśla wagę zachowania czystości przez kobiety w miejscach publicznych: Zasady te (tj. odnoszące się do podstawowej różnicy między płciami) z należnym względem dla czasu i miejsca, muszą być stosowane w zgodzie z chrześcijańską roztropnością do wszystkich szkół, szczególnie w najdelikatniejszym i decydującym okresie formacji, a mianowicie w wieku dojrzewania; zaś w ćwiczeniach gimnastycznych i sposobach zachowania należy szczególnie baczyć na chrześcijańską skromność u młodych dziewcząt i kobiet, która jest ciężko nadwyrężona przez jakąkolwiek formę publicznej ekshibicji. Papież mówił również o nieprzyzwoitych modach, o których likwidację chrześcijańskim kobietom nigdy nie dosyć walczyć.
      Za ogólnokościelnym prawem i wezwaniami uchwalono w 1936 r. na Synodzie Polskim w Częstochowie: Wierni niech starannie unikają nabywania książek i pism (...), szerzących zasady przeciwne etyce katolickiej albo pornografię (uchwała 77, par. 2).
      W wielkopostnym liście pasterskim z 1936 r. kard. August Hlond pisał: Nie mogę tu pominąć zadania prasy. Nie mam na myśli pism, które są organami pornografii. Takie wydawnictwa powinniśmy bezwzględnie rugować, jako czynnik rozkładowy. Chodzi mi raczej o te pisma, które chcą być pismami społeczeństwa katolickiego. Czy jest w nich na miejscu to rozmazywanie sensacyjnych skandalów? Po co to wtajemniczanie w buduarowe, tak mało wyszukane sekrety gwiazd filmowych i królowych piękności. A te wykolejenia w dziale powieściowym, a te fatalne krytyki literackie... te niewiarygodne dodatki romansowe! Ze wstydem odkładamy nieraz dziennik i serdecznie gniewamy się na redaktorów, że nie mają względu na katolicką kulturę czytelnika... Wreszcie słówko o literaturze... Jakżeż strasznie zaważyła na rozwoju ducha ludzkiego literatura skąpana w lubieży!... Strasznym obciążeniem dla ducha polskiego jest literatura, kładąca nacisk na seksualną stronę życia, literatura jakby zastrzeżona negacji cnót rodzinnych, rozwodom, zdradzie małżeńskiej, bezwstydowi, zboczeniu... Bezwzględnie oddalajmy od domów i bibliotek zgniliznę, choćby z firmą geniusza.
      W trosce o "tworzenie klimatu sprzyjającego czystości" papież Paweł VI w encyklice Humanae vitae domagał się: Wszystko więc, co w dziedzinie tzw. nowoczesnych środków społecznego przekazu podnieca zmysły i podsyca rozwiązłość obyczajów, a także wszystkie formy pornografii oraz nieprzyzwoitych widowisk, powinny spotkać się z otwartym i jednogłośnym potępieniem ze strony tych wszystkich, którzy bądź to troszczą się o rozwój kultury społecznej, bądź też mają obowiązek bronić najwyższych wartości duchowych. Bezpodstawnie bowiem próbowałby ktoś usprawiedliwiać tego rodzaju demoralizację, powołując się na rzekome wymogi artystyczne lub naukowe, bądź też uzasadniać ją swobodą, na jaką, być może, zezwalają władze danego kraju (22).
      Argumenty tzw. estetyczne w uprawianiu pornografii zdecydowanie odrzucił Sobór Watykański II w Dekrecie o środkach społecznego przekazywania myśli Inter mirifica: Ponieważ coraz częstsze kontrowersje w tej materii wywodzą się nierzadko z fałszywych doktryn dotyczących etyki i estetyki, Sobór podkreśla prymat obiektywnego porządku moralnego, który bezwzględnie powinien być uznany przez wszystkich (IM, 6).
      Katechizm Kościoła Katolickiego zalicza pornografię do ciężkich grzechów przeciwko czystości: Pornografia polega na okradaniu intymności aktów seksualnych partnerów, rzeczywistych lub symulowanych, celem umyślnego pokazywania ich osobom trzecim. Obraża czystość, ponieważ wynaturza akt małżeński, który jest wzajemnym intymnym darem małżonków. Ciężko rani godność tych, którzy się temu oddają (aktorów, sprzedawców, widzów), ponieważ jedno dla drugiego staje się przedmiotem prymitywnej przyjemności i niegodziwego zysku. Pogrąża jednych i drugich w złudzie nierzeczywistego świata. Jest grzechem ciężkim. Władze państwowe winny zabraniać produkcji i upowszechniania materiałów pornograficznych (2354).
      Relację sztuki i pornografii rozwinął Jan Paweł II w cyklu audiencji ogólnych, poświęconych "teologii ciała": Chodzi o bardzo ważną, o podstawową sferę wartości, wobec których człowiek nie może pozostawać obojętny ze względu na godność człowieczeństwa, na osobowy charakter i wymowę ludzkiego ciała. Wszystkie te treści i wartości mogą być poprzez dzieła sztuki, także poprzez działalność środków audiowizualnych, kształtowane i pogłębiane, ale mogą też być zniekształcane i niszczone w "sercu" człowieka (29 IV 1981). Papież wątek ten rozwinął: Są na przestrzeni różnych epok dzieła sztuki mające za temat ciało ludzkie w jego nagości - a których oglądanie pozwala nam się skupić poniekąd na całej prawdzie człowieka, na godności i pięknie - także ponadzmysłowym - jego męskości i kobiecości. Dzieła te noszą w sobie jakby ukryty pierwiastek sublimacyjny, doprowadzający widza poprzez ciało do całej tajemnicy człowieka. Obcując z takimi dziełami, gdzie nie czujemy się zdeterminowani ich treścią w kierunku "pożądliwego patrzenia" z Kazania na Górze, uczymy się poniekąd oblubieńczego sensu ciała, który jest odpowiednikiem i miarą "czystości serca". Ale są także dzieła sztuki, częściej jeszcze chyba reprodukcje, które budzą sprzeciw w sferze osobowej wrażliwości człowieka - nie ze względu na swój przedmiot, ciało ludzkie bowiem samo w sobie ma zawsze swą niezbywalną godność, ale ze względu na jakość czy sposób jego odtworzenia, ukazania, przedstawienia artystycznego. O tym sposobie, o tej jakości, mogą stanowić różne współczynniki dzieła czy reprodukcji, a także wielorakie okoliczności, często natury bardziej technicznej niż artystycznej. Wiadomo, że poprzez wszystkie te elementy staje się poniekąd dostępna dla widza lub też słuchacza czy czytelnika sama podstawowa intencjonalność dzieła sztuki lub wyboru odnośnych technik. Jeśli nasza osobowa wrażliwość reaguje sprzeciwem, dezaprobatą - to dlatego, że w owej podstawowej intencjalności odkrywamy, wraz z nieodzownym dla dzieła sztuki czy reprodukcji "uprzedmiotowienim" człowieka i jego ciała, równoczesne sprowadzenie go na pozycję przedmiotu, przedmiotu "użycia", który ma służyć zaspokojeniu samej pożądliwości (5 V 1981).
      W adhortacji apostolskiej Familiaris consortio Jan Paweł II u podstaw pornografii postawił owo uporczywe nastawienie, traktujące istotę ludzką nie jako osobę, ale jako rzecz, jako przedmiot kupna-sprzedaży będący na usługach egoistycznego interesu i samozadowolenia (...). Nastawienie to rodzi bardzo gorzkie owoce, jak pogardę dla mężczyzny i kobiety, niewolnictwo, ucisk słabszych, pornografię, prostytucję - zwłaszcza w formie zorganizowanej - i najrozmaitsze dyskryminacje spotykane na polu wychowania, na polu zawodowym, przy wynagradzaniu za pracę itp. (24).
      Wezwanie do budowania "klimatu sprzyjającego czystości" nabiera rozmiaru społecznego. Dlatego też Karta Praw Rodziny, ogłoszona przez Stolicę Świętą, stwierdza: Rodzina ma prawo wymagać, by środki społecznego przekazu stanowiły pozytywne narzędzia budowania społeczeństwa i by wspierały podstawowe wartości rodziny. Jednocześnie rodzina ma prawo do odpowiedniej ochrony, a w szczególności do ochrony swych najmłodszych członków przed ujemnymi wpływami i nadużyciem ze strony środków przekazu ( 5 f).
      Jan Paweł II postrzega pornografię jako jeden z przejawów tzw. cywilizacji śmierci. Podczas pielgrzymki do Ojczyzny, w homilii na Mszy świętej w Sandomierzu (12 VI 1999), powiedział: Cywilizacja śmierci chce zniszczyć czystość serca. Jedną z metod takiego działania jest celowe podważanie wartości tej postawy człowieka, którą określamy cnotą czystości. Jest to zjawisko szczególnie groźne, gdyż celem ataku stają się wrażliwe sumienia dzieci i młodzieży. Cywilizacja, która w ten sposób rani lub nawet zabija prawidłową relację człowieka do człowieka, jest cywilizacją śmierci, bo człowiek nie może żyć bez prawdziwej miłości.
      Wśród wielu wypowiedzi biskupów polskich na temat pornografii na uwagę zasługuje list pasterski metropolity przemyskiego, abpa Józefa Michalika na rozpoczęcie roku szkolnego 1998/99. Nazywa on pornografię "chorobą moralności", która ciężko rani wyobraźnię odbiorcy. Wzywa wiernych do samoobrony, która polegać powinna na:
- pokazywaniu w rodzinie piękna czystej miłości;
- uświadamianiu sobie i innym wartości Bożego prawa;
- mówieniu w szkole i parafii o tym, że rodzina jest powołana do zadań wychowawczych i do świętości;
- promowaniu godnej mody w ubiorach, zwłaszcza w miejscach sakralnych i publicznych;
- tworzeniu grupy antypornograficznej w stowarzyszeniach katolickich;
- zwracaniu uwagi wypożyczalniom kaset "porno" i sprzedawcom brudnej literatury na niemoralność ich zarobku, bojkotowaniu ich sklepów;
- stawianiu wymagań parlamentarzystom, aby prawo chroniło dzieci i młodzież przed deprawacją;
- pomocy w wydostaniu się ludziom młodym z powikłań życia erotycznego, jeśli takie się pojawią;
- tworzeniu miejsc pracy i odpoczynku dla młodzieży, aby nie oddawała się pijaństwu i zarobkom przez "lekkie" obyczaje.
Wskazanie na szeroki społeczny kontekst zjawiska pornografii oraz wielokanałowego przeciwstawiania się jej wiąże się także z dążeniem do właściwego zainteresowania ustawodawstwa poszczególnych państw tym zagadnieniem. Bariera prawna może być bowiem stosunkowo skutecznym środkiem powstrzymującym zalew pornografią.

ks. Andrzej Zwoliński




                                    ALKOHOLIZM

Oprac. Joanna Kruczyńska Człowiek jest powołany do życia mocą Bożej miłości i światłem Jego prawdy. Wtedy jego pielgrzymowanie ziemskie odbywa się w świętości i wolności, sprawiedliwości i pokoju. Jednak taki sposób życia jest zagrożony skutkami grzechu pierworodnego, a także grzechami i słabościami kolejnych pokoleń. Nieustannie w życie ludzkie wkradają się zło, cierpienie i kryzys wartości. Jednym ze skutków takiej sytuacji są różne formy uzależnienia od osób, rzeczy czy substancji chemicznych. Do takiej grupy zjawisk należy także nietrzeźwość, która jest związana z nadużywaniem alkoholu i chorobą alkoholową.
Alkoholizm jest także zagadnieniem moralnym, gdyż uwłacza on godności osobistej człowieka, obniża poziom życia umysłowego i moralnego oraz wrażliwości religijnej. Jest źródłem wielu wykroczeń przeciwko moralnym zasadom życia rodzinnego, społecznego i gospodarczego.
W Starym Testamencie nie znajdziemy potępienia napoju alkoholowego samego w sobie ani kategorycznego zakazu jego spożycia. Przeciwnie, wino stawiane jest na równi z innymi dziełami Bożymi. Z drugiej jednak strony Stary Testament daje niejednokrotnie wyraz przekonaniu, że w winie kryje się niebezpieczna pokusa nadużycia przyjemności zmysłowej. Mówiąc o trzeźwości w Nowym Testamencie, na podstawie greckiego słowa nepho (polskie „być trzeźwym”) możemy stwierdzić, że pojęcie to oznacza powszechnie i ogólnie znany stan umiarkowanego spożycia wina. Ze względu na naturalną w klimacie śródziemnomorskim użyteczność wina do posiłków, wino w wypowiedziach biblijnych nie może być traktowane jako prosty synonim wszystkich dzisiejszych napojów alkoholowych. Umiarkowane spożywanie napoi alkoholowych, zgodnie z rozumną i wolną naturą człowieka, które nie paraliżuje rozwoju fizycznego, moralnego i duchowego jednostki, a przy tym nie jest sprzeczne z interesem społecznym - należy uznać za działanie moralnie pozytywne, określone mianem - cnoty trzeźwości. Rezygnacja z napojów alkoholowych, czyli abstynencja, czasowa lub trwała, podejmowana z różnych motywów, a w szczególności z pobudek religijnych, moralnych i społecznych, jest wielkim darem dla jednostki i najskuteczniejszym wsparciem bliźnich w drodze do trzeźwości.
Trzeźwość społeczeństwa stanowi jedną z podstawowych trosk Kościoła katolickiego w świecie i w Polsce. Ojciec Święty Jan Paweł II dostrzega zagrożenie alkoholowe i stwierdza: „Wspólnota polityczna ma obowiązek szanować rodzinę, wspomagać ją i zapewniać jej bezpieczeństwo i ochronę warunków życia, zwłaszcza wobec takich zagrożeń, jak narkomania, pornografia i alkoholizm”. Praca specjalistów w zakresie medycyny, psychologii, socjologii i duszpasterstwa nad wykorzenieniem alkoholizmu jest szczególną służbą ludzkości.
Kościół katolicki wypowiedział pijaństwu zdecydowaną walkę w XIX wieku, włączając się w ogólny ruch abstynencki. Polski ruch trzeźwościowy narodził się w XIX wieku, w okresie szczególnego rozpicia ludności (1815-63). Przez kolejne lata działania Kościoła w tej dziedzinie uwarunkowane były aktualną sytuacją polityczną i ekonomiczną kraju - zabory, wojny, komunizm poważnie ograniczały poczynania Kościoła. Wspomnieć jednak należy o ważnym wydarzeniu, jakim były Jasnogórskie Śluby Narodu, złożone w 1956 r., oraz Wielka Nowenna, zakończona w 1966 r. Nowenna stała się także gorącym wołaniem o trzeźwość narodu, jej ósmy rok poświęcony był w sposób szczególny zobowiązaniom złożonym 26 sierpnia 1956 r., które mówiły o walce z wadami narodowymi, m.in. z pijaństwem. W 1970 r. powołano Komisję Episkopatu Polski do Spraw Trzeźwości, której zadaniem było koordynowanie pracy trzeźwościowej na terenie całej Polski. W 1971 r. Komisja Episkopatu Polski do Spraw trzeźwości pod przewodnictwem bp. Bogdana Sikorskiego opracowała „Wytyczne Episkopatu Polski dla kościelnej działalności trzeźwościowej”.
Duszpasterstwo, które jest apostolstwem trzeźwości, winno być prowadzone przede wszystkim w ramach duszpasterstwa zwyczajnego, albowiem formy tego duszpasterstwa dotyczą wszystkich ludzi. Istotnymi elementami duszpasterstwa zwyczajnego, które zmierzają bezpośrednio do osiągnięcia celów Kościoła, są: przepowiadanie Słowa Bożego, działalność liturgiczna oraz diakonia.
Dotychczas zarówno tradycyjne kaznodziejstwo trzeźwościowe, jak i katecheza, koncentrowały się głównie na podkreślaniu skutków nadużywania alkoholu. Łączyło się to ze straszeniem słuchaczy. Tego typu wystąpienia są nieskuteczne. Istnieje potrzeba odnowy przepowiadania trzeźwościowego. Podstawą jest ukazywanie prawdy o roli alkoholu w życiu człowieka: z jednej strony pozytywne skutki używania alkoholu oraz z drugiej - negatywne skutki jego nadużywania w odniesieniu do wolności człowieka, który staje przed wyborem właściwej drogi życiowej.
Drugą ważną formą duszpasterstwa jest sprawowanie kultu, czyli liturgia. Na tej płaszczyźnie trzeba koncentrować się szczególnie na wychowaniu do uczestnictwa w praktykach religijnych. Nadużywanie alkoholu jest grzechem, a więc zrywa łączność z Bogiem. Człowiek przez sakramenty święte odzyskuje utraconą godność dziecka Bożego, a także otrzymuje umocnienie do życia w stanie łaski. Ważną rolę w duszpasterstwie trzeźwości odgrywają nabożeństwa o charakterze pokutnym, by przepraszać Boga za wszelkie zło popełnione przez ludzi nadużywających alkoholu oraz nabożeństwa biblijne, które w świetle Słowa Bożego wskazują na kryteria dojrzałej i odpowiedzialnej postawy wobec alkoholu, do jakiej zobowiązany jest uczeń Chrystusa.
Gdy współpraca rodziny uzależnionego z duszpasterzem, terapeutami i grupami samopomocy doprowadzi do sytuacji, w której uzależniony podejmuje terapię lub włączy się do grupy samopomocy (Anonimowi Alkoholicy), wtedy wchodzi na drogę odzyskania trzeźwości. Jego pierwszym zadaniem staje się całkowita abstynencja. Punktem dojścia jest natomiast uczenie się nowego sposobu życia tak, aby już nie potrzebować chemicznego „przyjaciela”. Cnota trzeźwości polega m.in. na umiarkowanym korzystaniu z różnych rzeczy, np. alkoholu. Natomiast abstynencja zakłada całkowite powstrzymanie się od czegoś, w tym przypadku od alkoholu. Taka postawa buduje osobowość i jest czymś absolutnie koniecznym wobec osób, które cierpią na alkoholizm. W dzisiejszym świecie mało mówi się o abstynencji. Jeśli nawet ktoś o tym wspomina, to odnosimy to do ludzi uzależnionych bądź tych, którym z różnych powodów nie wolno używać alkoholu. Abstynencji nie można traktować jako dziwactwa. Ukazywać ją trzeba jako jedyny środek mogący powstrzymać falę alkoholizmu. Na ten temat mówił Jan Paweł II w 1987 r. podczas Apelu Jasnogórskiego:
„Maryjo, Królowo Polski, bądź nadal natchnieniem dla wszystkich, którzy walczą o trzeźwość swych bliźnich, o trzeźwość siebie samych. O trzeźwość Narodu. Jestem szczególnie wdzięczny tym, którzy podejmują inicjatywy w tej dziedzinie - zwłaszcza w miesiącu sierpniu, a także w czasie przygotowania do tej papieskiej pielgrzymki. Nie wolno tych inicjatyw ośmieszać i pomniejszać! Nie wolno! Zbyt wysoka jest stawka o którą chodzi. Wiemy to dobrze z historii. Zbyt wysoka jest stawka! I trzeba iść pod prąd! Pod prąd społecznego nawyku i płytkich opinii. Pod prąd ludzkiej słabości. Pod prąd źle rozumianej „wolności”. Na podstawie pracy ks. Adama Filarskiego Wiara, abstynencja, grupy anonimowych alkoholików oraz środki duszpasterskie jako droga do trzeźwości osób uzależnionych od alkoholu.
----------------------------------------------------------------------

                                                    Ubiór godny to nie swobodny!

Człowiek kulturalny zdaje sobie sprawę z faktu, że w świecie, w którym żyjemy, obowiązuje pewna kultura ubioru. Inaczej ubieramy się na wesele czy inne uroczystości rodzinne, a inaczej np. na zakupy. Są nawet restauracje, do których nie wpuszczą nas bez garnituru czy tzw. eleganckiego stroju wieczorowego. Wiemy, jak się ubrać na spektakl teatralny, a jak na kawę do sąsiadów. Tej wiedzy jednak zdaje się nam brakować, kiedy wybieramy się do kościoła.

 

Obserwując wiele kobiet i mężczyzn w domu Bożym, często można odnieść wrażenie, ze wielu z zebranych znalazło się w kościele przypadkowo: prosto z zakupów, dyskoteki czy treningu sportowego. Jest to smutny obraz w naszych czasach.

Wyobraźmy sobie, że idziemy na audiencję do króla... Jaki strój byśmy włożyli? Czyż nie staralibyśmy się ubrać jak najlepiej, tak by podkreślić nasz szacunek dla osoby, która nas przyjmuje? Tymczasem idąc na spotkanie z Królem Królów, ubieramy się swobodnie jak na plażę czy do jakiegoś podrzędnego lokalu. Czy tak być powinno?

Wyrzucając ze świątyni kupców, powiedział Pan Jezus: "Mój dom ma być domem modlitwy..." Czy nasz ubiór sprzyja modlitwie? Czy świadczy o tym, że właśnie przyszliśmy się modlić?

Jak zatem powinniśmy ubierać się do kościoła, aby dać wyraz naszej pobożności i wierze?

Uroczyście, ale skromnie. Mężczyźni powinni pamiętać, że do kościoła należy założyć garnitur, lub kiedy jest bardzo gorąco przynajmniej koszulę z krawatem i długie spodnie. Wyciągnięte i niedbałe swetry zostawmy w domu. Podobnie wytarte dżinsy. Czy w taki strój ubralibyśmy się na spotkanie w sprawie pracy? A Bóg, czy jest kimś mniej wartościowym od dyrektora przedsiębiorstwa?

Szczególnie panie powinny pamiętać, po co idą do kościoła. W żadnym wypadku nie jest to rewia mody. Po co zatem zakładać suknię odsłaniającą plecy? Ileż to pań przychodzi do kościoła, szczególnie latem, w strojach niemal plażowych? Te wszystkie sukienki na ramiączkach nadają się raczej na spacer nad morzem, a nie na spotkanie z Ukrzyżowanym Panem w Jego Najświętszej Ofierze. Również spodnie nie są właściwym ubiorem kobiety, która ma przystąpić do sakramentów św. Szanująca się pani, która ma choć odrobinę dobrego smaku, założy spódnicę na tyle długą, by zakrywała kolana. Niedopuszczalne są jakieś rozcięcia, które nie tylko nie podkreślają pobożności ani dobrego smaku, ale stanowią przeszkodę w modlitwie i skupieniu dla innych.

Nie oszukujmy się. Diabeł potrafi kusić i w kościele. Jakimi motywami kieruje się kobieta, dziewczyna, która zwraca uwagę na siebie przez nieskromny ubiór? Przecież ma jakiś powód, by się tak ubrać. Jaki? Czy chce zwrócić na siebie uwagę mężczyzn a odwrócić ich od zajmowania się Panem Bogiem? Wszyscy mamy ludzką naturę i pokusy pojawiają się niezależnie od nas.

Ten, kto stwarza warunki do grzechu nawet w kościele, zasługuje na gniew Boży i z pewnością nie uniknie kary. To, że taki zwyczaj wkradł się do kościołów, a księża nie mają czasem dość odwagi, by o tym powiedzieć publicznie, nie oznacza, że jest to zwyczaj dobry. Jeżeli kobieta chce przykuwać w kościele uwagę innych swoją nieskromnością, grzeszy ciężko, bo naraża innych na nieskromne myśli i odwraca ich uwagę od modlitwy.

Ubieramy swoje ciało i dbamy o nie, bo jest przybytkiem Ducha św., świątynią Bożą. Dlatego należy mu się szacunek i odpowiedni strój, ale nie nagość. Wiem, ze wiele dziewcząt i kobiet nie ma złych zamiarów. Ubierają się tak, bo chcą "być na czasie", nie chcą uchodzić za jakieś dziwaczki. Do tych pragnę się zwrócić: Drogie Siostry. Może nie widzicie w tym nic złego i nie macie żadnych niewłaściwych intencji, ale pomyślcie o innych. Różni ludzie mają różne problemy z pokusami. To, co dla jednego nie jest niczym niezwykłym, dla drugiego będzie stanowić straszną pokusę, tak, że zamiast modlić się, myśli o rzeczach niewłaściwych, i to z Waszego powodu, choć może dotąd nie miałyście o tym pojęcia...

Innym zwyczajem, który nie przystoi w kościele, jest przesadny makijaż. Nie chcę przez to powiedzieć, że jakieś drobne "poprawki" w urodzie są od razu złem. Ale po co tyle farby na twarzy, na wargach? Czasem, kiedy tak umalowane panie przystępują do Komunii św., nie wiadomo jak podać im Pana Jezusa, żeby przy okazji nie pomalować palców na karminowo. Pewien kapłan, podając Pana Jezusa obficie umalowanej damie, miał powiedzieć: "Panie Jezu, świeżo malowane!" Pan Jezus zna nas, zna naszą prawdziwą twarz, nie ma więc potrzeby, idąc na spotkanie z Nim, ukrywać tej twarzy pod warstwą malowideł.

Proszę mi wybaczyć ten emocjonalny ton, ale naprawdę dzieje się źle w naszych kościołach. Bardzo często dbamy, by zachwycać naszym strojem, ciałem ludzi podobnych nam, a przecież powinniśmy dbać przede wszystkim o piękno naszej duszy. Skromność w ubiorze i wyglądzie pomoże nam się skupić, odciąć od światowych myśli i zająć modlitwą. Jeżeli będziemy o tym pamiętać, z każdej Mszy św. wrócimy odmienieni, bo Pan Jezus daje Swoją łaskę skromnym i pokornym.
Amen.

SŁOWO KAPŁANA
Ks. Adam Martyna

_________________
"O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy" Laudate omnes gentes, laudate Dominum.. Nie być pysznym - (św. Benedykt, Reguła, IV.34)



------------------------------------------------------------

                 Joga a chrześcijańska droga zbawienia

Joga, czyli zespół technik o pochodzeniu głównie indyjskim, zawiera w sobie ukrytą pokusę
grzechu bałwochwalstwa. To, że uprawianie jogi prowadzić może do grzechów idolatrii:
magicznego samoubóstwienia czy też ubóstwienia magii, znane jest od dawna przede
wszystkim największym specjalistom na świecie, jak np. Mircea Eliademu. Mniej
natomiast jest doceniane w kulturze masowej.
Problem polega jednak na tym, czy istotnie okultyzm jogi jest jedynie akcydentalny, a
może tkwi gdzieś w samej naturze zjawiska. Innymi słowy, chodzi o rozpoznanie albo
nawet o duchowe rozeznanie: czy postawy magiczne spotykane w jodze są wynikiem
nadużyć, czy też należą do samej istoty tej praktyki, a także do filozofii, na której ona się
opiera.
Pokusa idolatrii w jodze
Przede wszystkim należy jednak zacząć od określenia samego pojęcia. Pojęcie "joga" pochodzi
od sanskryckiego słowa "jednoczyć", co nasuwa analogie religijne. Samo słowo "religia"
natomiast pochodzi od pojęć określających połączenie czy też więź. Analogia jest więc
uderzająca. Zwłaszcza że pierwotne cechy oryginalnej indyjskiej jogi są wyraźnie, a nawet
totalnie religijne, będąc czymś nieskończenie poważniejszym od powierzchownych uproszczeń
czy imitacji spotykanych na Zachodzie.
Mimo tych uproszczeń, zniekształceń czy utylitarnego traktowania jogi problem jest dużo
poważniejszy, niż się sądzi. Jego znaczenie zresztą rośnie wraz z popularnością jogi. Powstaje tu
bowiem ten sam problem czy pytanie, które zadawaliśmy sobie w związku z medytacją: czy
można wyodrębnić pewne ćwiczenia oraz techniki jogi dotyczące ciała, czy podświadomości, od
całego kontekstu religijno-inicjacyjnego, a także filozoficznego, w którym zanurzone są
wymienione metody czy techniki. Jak wszędzie istnieją tu dwa skrajne stanowiska, nierzadko
walczące ze sobą.
1. Dla pierwszej koncepcji oraz jej zwolenników joga nie jest religią, ale techniką czy zespołem
metod zaadresowanych wyłącznie do neutralnej sfery psychofizycznej. Dotyczy to szczególnie
tzw. hathajogi, o której ewentualną neutralność wiedziony jest spór.
2. Drugie stanowisko nie tylko nie zaprzecza religijności jogi, ale nawet uważa ją za najgłębszą
syntezę wszystkich religii, które można z wyższością tolerować, mając jakby klucz do każdej z
nich. Stąd też praktycznie nie ma w tych religiach nic tak bardzo ważnego, czego by się można
nauczyć, gdy podąża się drogą jogi ze wszystkimi jej tajemnicami.
Praktyczną dodatkową trudność w rozstrzygnięciu powyższego sporu stwarza ponadto zamęt
terminologiczny, a także ogólna powierzchowność oraz ignorancja, która nadaje terminowi
"joga" tak ogólne znaczenie, że przestaje ono oznaczać cokolwiek konkretnego. Wydaje się
jednak, że żadne z powyższych stanowisk nie jest prawdziwe. Aby się wyłamać ze schematu
powierzchownych i popularnych publikacji, zwróćmy uwagę na opinię wybitnych specjalistów
dotyczącą najgłębszych korzeni filozoficzno-religijnych, gdy chodzi właśnie o jogę. Mam tu na
myśli Mircea Eliadego oraz jego znakomicie udokumentowaną rozprawę o indyjskiej jodze (M.
Eliade, Joga. Nieśmiertelność i wolność, Warszawa 1984). Według rumuńskiego badacza, "jogin
był zawsze uważany w Indiach za mahasiddhę, czyli tego, który posiada siły okultystyczne,
'maga'. Że ta opinia profanów nie była całkowicie błędna, wskazują nam dzieje duchowe Indii, w
której 'magowie' zawsze odgrywali rolę, jeśli nie główną, to przynajmniej bardzo ważną. Indie
nigdy nie mogły zapomnieć, że człowiek w określonych okolicznościach może się stać
'człowiekiem-bogiem'. Nie chciały one nigdy zgodzić się na aktualną kondycję ludzką, która
2
polega na cierpieniu, bezsile i niepewności. Niezmiennie wierzyły w istnienie ludzi-bogów,
magów, ponieważ stale miały przed oczami przykład joginów. Że wszyscy ludzie-bogowie i
magowie chcieli wyjść ponad kondycję ludzką, to nie ulega wątpliwości. Ale bardzo niewielu
udało się przekroczyć kondycję siddhy, kondycję 'maga' albo 'boga'. Innymi słowy: bardzo
nielicznym udało się pokonać drugą pokusę, pokusę pozostania na stałe w 'kondycji boskiej'"
(tamże, s. 103-104).
Mircea Eliade wyraźnie więc sugeruje, że postawa magiczna jest jedynie pokusą towarzyszącą
uprawianiu jogi, nie zaś jej rzeczywistym celem czy powołaniem. Jednocześnie jednak uczciwie
przyznaje, że pokonanie tej pokusy udaje się jedynie nielicznym, co jest prawdziwie
wstrząsające. Jeśli tęsknota do "kondycji boskiej" - uzyskanej magiczną mocą - nie przestaje
dręczyć najbardziej autentycznych joginów, i to w samych Indiach, to co można powiedzieć o
zachodnich nauczycielach jogi oraz o ich uczniach nastawionych zwykle powierzchownie i
utylitarnie. Ponadto zaś, jeśli dysproporcja między liczbą uprawiających jogę a jej pozytywnymi
zwycięskimi efektami jest tak wielka, to co - mimo wszystko - sądzić o samej naturze zjawiska?
Jeśli pokonanie pokusy magii czy "człowiekobóstwa" udaje się tylko nielicznym, i to wśród
najbardziej kompetentnych, to czy ta rażąca dysproporcja nie wskazuje na to, że coś "nie gra" w
samych podstawach, w samej istocie jogi?
Pokusa magii w praktykowaniu jogi
Popularność jogi, a zarazem wieloznaczność tego pojęcia przyprawiają dziś o zawrót głowy.
Stąd konieczne wydaje się sięgnięcie do źródłowych opinii specjalistów. Jak stwierdza Mircea
Eliade, "joga stanowi charakterystyczny wymiar ducha indyjskiego, i to w takim stopniu, że
wszędzie, gdzie wniknie się w religię i kulturę Indii, napotyka się bardziej lub mniej czyste
formy jogi. W Indiach joga była włączana i doceniana przez wszystkie kierunki religijne,
zarówno hinduistyczne, jak i 'heretyckie'. Nazwa rodzajowa 'jogin' obejmuje zarówno świętych i
mistyków, jak i magów czy orgiastyków, a nawet pospolitych fakirów i czarowników. Każdy z
tych typów postępowania magiczno-religijnego odpowiada zresztą jednej z określonych form
jogi" (M. Eliade, dz. cyt., s. 368).
Jak widzimy więc, określenie "joga" już w samych Indiach miało znaczenie bardzo szerokie.
Widzimy też, że wiele odmian jogi łączy się wprost z magią, inne zaś próbuje się od niej
oddzielić. Jednak jest bardzo znamienne - jak zauważa Eliade - że najszlachetniejsze przeżycia
mistyczne w tym samym stopniu i najśmielsze marzenia magiczne są urzeczywistniane przez
techniki jogiczne, albo dokładniej: joga może znaleźć zastosowanie w obydwóch tych
kierunkach postępowania. Stwierdzenie to mówi nam bardzo wiele. Jeżeli środki do osiągnięcia
zarówno czysto mistycznych celów, jak i celów magicznych są podobne, to może podobne są
wbrew pozorom również cele. Struktura środków nie pozostaje bez związku ze strukturą celu.
Zależy to zresztą też od określenia pojęcia "magii" i pojęcia "mistyki", które zresztą - jak się
wydaje - jest tu dalekie od pojęcia "mistyki" w znaczeniu chrześcijańskim. Również pojęcie
"magii" można tu traktować w znaczeniach i wąskim, i szerokim. Pojęcie "magii" w znaczeniu
wąskim to używanie - czy raczej nadużywanie - pewnych naturalnych czy rzekomo naturalnych
mocy (zwanych w sanskrycie "siddhis"), co może się stać pokusą nawet dla "czystych"
jogistycznych mistyków, jeśli zechcą się zatrzymać w połowie drogi. Na tym właśnie polega
pokusa praktyków Transcendentalnej Medytacji (TM) i wielu innych joginów, niemająca nic
wspólnego z prawdziwą duchowością (więcej o tym zob. A. Posacki, Manipulacje "idolatryczne"
w sektach orientalnych, w: "Nasz Dziennik", 5-6 VIII 2006).
Eliade przypomina w podobnym kontekście historię jogina Haridasa (opisaną w połowie XIX w.
przez dr. J.M. Honigbergera, Thirty five Years in the East, London 1852, s. 126 n), który
wprowadził się w stan kataleptyczny i dał się pochować w jednym z ogrodów. Przez 40 dni jego
grobu pilnie strzegła postawiona straż. Kiedy jogina wydobyto z grobu, był nieprzytomny, zimny
i sztywny. Przyłożono mu do głowy ręczniki zmoczone w gorącej wodzie, natarto jego ciało,
zastosowano coś w rodzaju sztucznego oddychania i Haridas powrócił w końcu do życia. Wedug
Eliadego, wyczyn taki nie jest niemożliwy, albowiem "niektórzy jogini potrafią tak dalece
3
zredukować swój oddech, że pozwalają pogrzebać się żywcem na pewien czas. Historia Haridasa
jest znamienna również z innej przyczyny: Opanowanie przezeń jogi nie oznaczało bynajmniej,
że posiadł wyższe zdolności duchowe. Haridas był znany raczej jako człowiek o lekkich
obyczajach [podkr. A.P.]. W końcu zadał się z kobietą i schronił w górach. Zmarł też tam i został
należycie pochowany zgodnie z miejscowym zwyczajem" (M. Eliade, Patandżali i joga, Wyd.
Pegaz, bmw 1994, s. 5).
Pojęcie "magii" w znaczeniu szerokim to pewien magiczny światopogląd, w którym zakłada się
osiągnięcie stanu boskości własnymi siłami - właśnie przy pomocy opisanych technik. Kim staje
się naprawdę "czysty jogin", czyli mistyk albo święty, nawet jeśli nie zatrzyma się w połowie
drogi, pokonując wszystkie magiczne pokusy? Nie wychodzi jednak z kręgu magii (magii w
szerokim znaczeniu), gdyż ostateczne mistyczne zjednoczenie z "prapodstawą bytu" dokonuje
się cały czas mocą jego własnych magicznych wysiłków wspomaganych przez skomplikowaną
gnostyczno-magiczną wiedzę. Mówiąc innymi słowy, obserwując wysiłki, nierzadko heroiczne,
najszlachetniejszych, najbardziej, uczciwych oraz kompetentnych mistrzów jogi, dochodzimy
nieodparcie do wniosku, że nie wychodzą oni z kręgu gnozy oraz magii - w szerokim i
subtelnym znaczeniu. Nawet jeżeli po drodze zwycięsko pokonają pokusy magii bardziej
prymitywnej, magii w znaczeniu wąskim, poszukującej egoistycznej władzy czy spektakularnej
mocy. Jeśli więc najbardziej szlachetny jogin, mający czyste motywacje, nie wychodzi z
obiektywnej struktury myślenia magicznego, to staje się bardziej jasne, dlaczego tak wielu
joginów początkowo gorliwych ulega po drodze zwykłej wulgarnej magii, nie dochodząc do
ostatecznego celu mistyki.
Czy jednak intencje tejże mistyki pozostają faktycznie tak bardzo nieskalane i nieegoistyczne i
jaki jest ten ostateczny cel, czyli jak wygląda joga w swych fundamentalnych soteriologicznych
(zbawczych) założeniach? Jest to zbawienie od grzechu w sensie chrześcijańskim czy tylko
wyzwolenie z cierpienia w sensie gnostyckim? Jak zauważa Eliade, każda struktura poważnej
jogi, np. jogi mistycznej czy klasycznej, posiada spójny i konsekwentny charakter inicjacyjny.
Soteriologiczna inicjacja prowadząca do czegoś w rodzaju ostatecznego zbawienia jest
zasadniczym celem jogi, któremu podporządkowane są wszystkie etapy pośrednie, a także
wszystkie środki, czyli techniki i metody. Z chrześcijańskiego punktu widzenia może to
oznaczać kontrinicjację.
Nieznajomość czy ignorowanie tego faktu może mieć więc fatalne konsekwencje. Celem
klasycznej jogi jest bowiem totalne i absolutne wyzwolenie człowieka z jego ludzkiej kondycji.
A więc nie tylko z cierpienia, ale i z samego psychobiologicznego procesu życia, życia, które
jako takie jest podstawową przyczyną owego cierpienia, uważanego z kolei jednoznacznie za
zło. Totalna negacja cierpienia prowadzi więc do totalnej negacji życia.
Celem jogi nie jest zdrowie, ale... śmierć
W tym właśnie celu jogin próbuje odwrócić symetrycznie i proporcjonalnie wszystkie naturalne
procesy życiowe, rozpoczynając od fundamentalnych reakcji fizjologicznych, a kończąc nawet
na wycofaniu się z życia psychomentalnego. Jak pisze bowiem Eliade, wszystkie techniki
jogiczne domagają się tego samego: "czyń dokładnie odwrotnie niż to, do czego zmusza cię
natura ludzka". Celem więc jogi nie jest w zasadzie wsparcie życia czy intensyfikacja zdrowia,
jak to się potocznie sądzi. Jest to powolna antycypacja biologicznej śmierci, śmierci za życia,
określanej jako wyzwolenie. Wyzwolenie nie tylko od cierpienia, ale i od samego życia.
Nie jest to więc śmierć "starego człowieka" w znaczeniu chrześcijańskim, np. w procesie
duchowej "transformacji" opisanej i doświadczonej przez św. Jana od Krzyża, w której nie tylko
nie chodzi o wyzwolenie od cierpienia (a tym bardziej od życia), ale tylko i wyłącznie o
wyzwolenie od trwania w grzechu i to także poprzez cierpienie. Więc joga, której celem jest
antycypacja biologicznej śmierci w swojej naturze, nie ma charakteru chrześcijańskiego ani
ducha biblijnego, stąd otwarcie na nią jest wysoce problematyczne. Podobnie jak
problematyczne czy paradoksalne pozostaje nawet jogistyczne oczyszczanie się z egoizmu, jeśli
bazuje ono - w sensie subiektywnej motywacji oraz obiektywnego celu - na problematycznej w
4
sumie ucieczce od cierpienia. Stąd też pokusy wulgarnej magii mogą i tu mieć swój punkt
zaczepienia.
Wspomniałem, że gdy chodzi o jogę mistyczną czy klasyczną, to zarówno obiektywna struktura
środków, jak i obiektywna struktura celów są ze sobą wzajemnie powiązane i wzajemnie
uwarunkowane. Klasyczna magiczna struktura całego arsenału środków oraz technik używanych
w jogistycznej mistyce czyni problematycznym także obiektywny cel owej mistyki, cel
wspomagany również przez subiektywną motywację.
Wiemy bowiem, że mimo straszliwej dyscypliny oraz rygorystycznego przestrzegania wielu
etycznych zasad motywacja religijna, jak się wydaje, pozostaje równie straszliwie
egocentryczna. Jogin wydaje bowiem swe ciało na swego rodzaju spalenie. Nie jest jednak
całkiem jasne, czy dotyka on w stopniu dostatecznym tej rzeczywistości, która nazywa się
chrześcijańską miłością. Te wątpliwości wobec soteriologicznych wysiłków jogi stają się jeszcze
większe, gdy przyjrzymy się bliżej temu, co stanowi jej ostateczny obiektywny cel. Najwyższym
celem jogi jest przełamanie cyklu: narodziny
- śmierć, by odrodzić się w szczęśliwym i wiecznym zjednoczeniu z bezosobową "zasadą
kosmiczną".
Ta ostateczna zasada, zwana czasem "duszą wszechświata", jest czymś strukturalnie
jednorodnym z duchem człowieka, którego jednak trzeba wyzwolić w długim procesie
heroicznego ascetyzmu. Ascetyzm jogi nie jest więc wbrew pozorom dążeniem do
transcendencji, ale jakby żmudnym dokopywaniem się do źródeł "boskości" własnego ducha, by
umożliwić mu zjednoczenie z panteistycznie pojmowaną bezosobową zasadą wszechświata.
Powierzchowne wrażenie transcendencji wynika tu z założonego kontrastu między normalną
psychofizyczną stroną człowieka a otchłanią nadludzkiej głębi czy nadnormalną sferą ducha.
Działanie czy wysiłek joginów zakłada więc określoną filozofię.
Widzimy tu typowo gnostyczny schemat, który wyjaśnia nam wspomniany związek między
środkami a celem. Albowiem boski duch człowieka korespondujący czy homogeniczny z "boską
zasadą wszechświata" tkwi w niewoli materii, jakby w czymś w rodzaju więzienia. To więzienie,
czyli np. sfera psychofizyczna człowieka, oddzielone jest radykalnie od tego, co filozofia jogi
nazywa duchem czy boskością. Jest to więc wtórne założenie, że duch czy boskość nie może się
przejawiać w sferze psychofizycznej lub w materii, a przynajmniej nie przejawia się na tyle, by
zanurzony w materii człowiek - człowiek wcielony - mógł dostąpić zbawienia. Dowodem na to
jest złowieszcze i wszechobecne cierpienie towarzyszące każdemu wcieleniu. Jest to więc
gnostycka i antychrystyczna teologia anty-Wcielenia (2 J 7). Albowiem w tej koncepcji
"boskość", która zbawia, jest praktycznie samowystarczalna i doskonała, nie ma więc nic
wspólnego z wcieleniem i cierpieniem. Stąd też jogin pożądający owego doskonałego stanu
zbawienia czy raczej wyzwolenia pragnie wyrwać się z cierpienia ziemskiego. Jeśli zaś nie uda
mu się wyzwolić z cierpienia w trakcie ziemskiego życia - i tu mamy kolejne filozoficzne
założenie - pozostanie on w cyklu kolejnych wcieleń zwanych reinkarnacją.
Jogin ma więc dodatkową i silną motywację płynącą z owych filozoficzno-religijnych założeń.
Chodzi o wyzwolenie z cierpienia, i nie tylko tu i teraz - w aktualnym życiu, ale także z
ewentualnych przyszłych wcieleń nieodłącznych od cierpienia. Tego rodzaju myślenie oraz
działanie nie tylko bazuje na określonych założeniach, ale ma również określone, i to bardzo
praktyczne, konsekwencje. Egocentryczna opcja jogi, przejawiająca się w radykalnej ucieczce od
cierpienia, musi przybrać formę radykalnej ucieczki od życia, a nawet antycypacji biologicznej
śmierci. Dotyczy to także tzw. hathajogi. Według światowej sławy badacza jogi prof. J.
Aagaarda, "celem techniki pranayama w hathajodze nie jest ulepszenie oddychania, ale jego
zredukowanie. Jednak ostatecznym ich celem jest doprowadzenie do zaprzestania oddychania.
Podobnie jest z technikami pozycji ciała (asany), które mają unieruchomić całe ciało" (Infiltracja
Kościołów chrześcijańskich przez wschodnie idee filozoficzne - wykład wygłoszony na
Międzynarodowym Zjeździe Egzorcystów w 1999 roku).
Ale na tym nie koniec. Negując cierpienie - w tym zbawczą drogę Krzyża - jogistyczny mistyk
5
musi negować życie, i to życie biologiczne, nie mówiąc już o życiu psychologicznym czy
społecznym. Negując zaś normalne biologiczne życie, neguje stworzenie. Negując stworzenie,
neguje Stwórcę, nawet jeśli w Niego nie wierzy, czyniąc to nieświadomie. Istotą jogi jest więc
oczywista negatio creationis - negacja stworzenia, nieodłączna, w jakimś sensie, od negacji
samego Stwórcy. Celem jogi jest odwrócenie jakby ewolucji czy cofnięcie czasu. Gdyż aby
dotrzeć do własnego "czystego ducha" czy do "pierwotnej zasady kosmicznej", które są zresztą
homogeniczne, praktykujący jogin musi się cofnąć do stadium "pierwotnej jedności", do stanu
sprzed kreacji. Kreacja czy stworzenie jest jakby niepotrzebną komplikacją. Stąd też bycie
wcielonym człowiekiem nie tylko nie posiada żadnej godności, ale każdy inny stan materii mniej
skomplikowany niż żywy człowiek posiada jakby większe znaczenie, gdyż jest bliżej
pierwotnego, doskonałego źródła.
Dowodem na to jest także przyjmowanie w jodze pozycji zwierząt czy roślin oraz głęboka
identyfikacja z nimi. Jest w tym więc jakby ukryte założenie, że Stwórca, nawet gdyby istniał
(ale w Takiego w jodze się nie wierzy), pomylił się lub po prostu jest "złym demiurgiem", jak to
już określiła starożytna gnoza. Przy takich założeniach po prostu obiektywnie nie może być
mowy o miłości ani wobec Stwórcy, ani wobec ludzi. Dlatego właśnie według prof. J. Aagaarda,
"na skutek praktykowania jogi człowiek stopniowo traci zdolność prowadzenia aktywnego i
ekstrawertycznego życia, skupionego na pełnych miłości, współzależnych stosunkach z innymi.
Krok po kroku wycofuje się do swego wnętrza i w związku z tym nie jest już w stanie
nawiązywać kontaktów z innymi" (J. Aagaard, tamże).
Opinie chrześcijańskie o próbach asymilacji jogi
Gdy weźmie się pod uwagę powyższe założenia, to nie wyda się dziwne, że wielu
chrześcijańskich znawców tematu jogi odnosi się do niej krytycznie. Ksiądz J.M. Verlinde, który
praktykował Transcendentalną Medytację, jest sceptyczny wobec możliwości dostosowania
technik jogi do duchowości chrześcijańskiej. Verlinde cytuje o. Monchanina, który w Indiach
eksperymentował z praktykami Wschodu: "Czy joga może ulec chrystianizacji? Dzisiejszymi
czasy prawie zawsze kojarzy się z pelagianizmem, w wirtualnym ateizmem i z podejrzanymi
technikami tantrycznymi. Czy gra jest warta świeczki? W najbardziej rygorystycznie
pojmowanej jodze nie ma miejsca - nawet z logicznego punktu widzenia - na łaskę, na Boga. To
narcyzm bez Narcyza, niezróżnicowane akcydensy zostają w nim pochłonięte przez własną
istotę. Advaita, podobnie jak joga, to otchłań. Stojąc na krawędzi i szykując się do skoku, nie
możemy wiedzieć, co czeka nas na dnie. Osobiście obawiam się, że będzie to raczej nasze
własne 'ja', a nie Bóg żywy w Trójcy Świętej" (J. Monchanin, Ecrits spirituels..., s. 126-127, w:
J.M. Verlinde, Zakazany owoc, Kraków 1999, s. 143).
Według Verlinde'a, przyjmowanie jogi w obręb chrześcijaństwa to próba implantacji
chrześcijaństwu obcych mu praktyk, a nawet więcej - praktyk sprzecznych z jego
fundamentalnymi założeniami. Podobnie Ph. Madre, diakon katolicki, teolog i lekarz, pragnie
podkreślić sprzeczność, jaka istnieje między technikami jogi a mistycznym życiem
chrześcijańskim. Podaje argumenty zarówno teologiczne, jak i medyczne. Szczególnie chodzi o
niszczące działanie pseudojogi (zwanej siddhajogą), jaką jest Transcendentalna Medytacja.
Ostrzega na postawie swojej praktyki, że "zniszczenia, których mogą one dokonać w umysłach
ludzi Zachodu, okazują się niekiedy dramatyczne i nieodwracalne" (Ph. Madre, Ale zbaw nas
ode Złego, Kraków 1999, s. 112).
Już podstawowa zasada przygotowań wstępnych w jodze, pomimo pozornie niegroźnego aspektu
tych praktyk (koncentracja na jednym przedmiocie, pozycje - które mogą mieć charakter
idolatryczny, nawet wydające się zewnętrznie zbliżone do modlitwy chrześcijańskiej), wyjawia
to, co mogą przynieść stany bardziej zaawansowane. Jak pisze Madre: "ważna bowiem jest nie
forma tych technik, ale stan umysłu, w jakim przyzwyczajamy się egzystować, a który jest dosyć
narcystyczny i egocentryczny" (tamże, s. 117). Według niego, wyższe etapy jogi, jak
koncentracja czy medytacja, "umacniają osoby w egocentryzmie, oddalając coraz bardziej
wszelki wymiar ofiarny medytacji chrześcijańskiej. Tylko ten wymiar ofiary, gdy wola
6
człowieka jest wyciszona (lecz nie wykluczona), tak aby Wola Boska, którą jest Miłość,
przepełniła osobę, otwiera drogę do adoracji, a dla autentycznych mistyków drogę do ekstazy.
Joga proponuje zupełnie odwrotną drogę ekstazy: człowiek wchodzi w siebie samego, aby z
pomocą coraz bardziej surowej woli spotkać tylko siebie..." (tamże, s. 121).
Madre na podstawie swojej praktyki duszpastersko-medycznej stwierdza, że "zapożyczenie
metody jogi w celu rozwoju wewnętrznego stanowi dla chrześcijanina poważne ryzyko zarówno
na poziomie duchowym, jak i psychologicznym. Mogą bowiem ukształtować się głębokie
'więzy', które stopniowo ograniczają wewnętrzną wolność człowieka oraz zabierają mu powoli
wszelki pokój i radość znajdowaną w dialogu z Bogiem i w relacjach z innymi" (tamże, s. 124).
Wywiad z osobami zakonnymi (najczęściej siostrami zakonnymi) ujawnił coraz częściej
spotykane w katolickich klasztorach i zgromadzeniach praktykowanie jogi w połączeniu z
modlitwą chrześcijańską. Madre jako lekarz podaje przykład osób duchownych, które
potrzebowały nie tylko medycznej pomocy na skutek poważnych zaburzeń (głębokie lęki,
bezsenność, myśli samobójcze, poczucie winy), ale także modlitw o uwolnienie od złych
duchów (tamże, s. 83, 125-126).
Wszystko to oznacza, że - jak słusznie twierdzi prof. J. Aagaard - "ogromna większość ludzi
kroczących ścieżką jogi jest doprowadzona tam, dokąd naprawdę nie zamierzali iść. Są
przekształceni w ludzi z nowymi wartościami. Zostają zhinduizowani. Rozpoczęli praktykować
jogę, ponieważ była im ona przedstawiona jako sztuka życia. Zamiast tego jednak joga wydaje
się sztuką śmierci (...). Nawet chrześcijanie bronią jogi, bo nie znają jej faktycznego celu" (J.
Aagaard, tamże).
Podsumowując te wszystkie analizy i fakty, należy stwierdzić:
1. Sama joga na gruncie teorii i światopoglądu jest całkowicie (wręcz symetrycznie) sprzeczna z
chrześcijaństwem (podobnie jak starożytna gnoza, którą przypomina), gdyż jest totalną ucieczką
od świata i radykalną negacją życia, co osiąga się poprzez postępowanie całkowicie wbrew
naturze (M. Eliade, J. Aagaard). Dlatego joga od strony praktyki nie ma na celu poprawy
zdrowia czy samopoczucia, ale "antycypację śmierci" przeprowadzoną w sposób techniczny.
Oznacza to jednak zarazem formę soteriologicznej (dotyczącej niechrześcijańskiej koncepcji
"zbawienia") inicjacji czy raczej - kontrinicjacji.
2. Prawdziwy jogin, według zasad Pantandżalego i Buddy, powinien poszukiwać Absolutu, a
zdolności paranormalne ("siddhi"), które pojawiają się po drodze, radykalnie zignorować,
uważając je za pokusę. Znaczna większość jednak tego nie czyni, tym bardziej ci, którzy
otrzymują jogę z "drugiej ręki" na Zachodzie.
3. Ta upadła większość pseudojoginów reklamuje swoje zdolności także paranormalne na
Zachodzie za pieniądze, przyczyniając się do propagowania okultyzmu i magii (jak np. TM).
Owa okultystyczna wersja jogi jest najbardziej popularna wśród okultystów, psychotroników,
radiestetów i bioenergoterapeutów.
ks. Aleksander Posacki SJ


Okultyzm

 

     Okultyzm (czyli wszelkie formy wróżbiarstwa, astrologia, jasnowidztwo, chiromancja, posługiwanie się medium, wywoływanie zmarłych, odwoływanie się do szatana, korzystanie z horoskopów) trzeba nazwać prawdziwą religią szatana dlatego, że wszyscy, którzy go praktykują, występują przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną" (Wj 20,3); "Pan jest naszym Bogiem - Panem Jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego serca swego, z całej duszy swojej, ze wszystkich sił swoich" (Pwt 6,4-5). Chrześcijaństwo jest niezwykle fascynujące. Uświadamia nam, że możemy nawiązać prawdziwą relację miłości z Jezusem Chrystusem, który jako prawdziwy Bóg stał się prawdziwym człowiekiem, a uczynił to "dla nas i dla naszego zbawienia". Jeżeli przez wiarę przylgniemy do Niego całym sercem, to wtedy swoją miłością będzie nas prowadził do pełni szczęścia.

     Niestety wielu współczesnych ludzi ulega pokusie i szuka szczęścia nie w Bogu lecz w okultyzmie. Dlatego idą radzić się do jasnowidzów, chiromantów, magów. Zajmują się astrologią, wierzą w horoskopy, ulegają zabobonom a przed podjęciem ważnych decyzji "radzą się gwiazd". Gdy szwankuje zdrowie, udają się do najprzeróżniejszych okultystycznych uzdrowicieli, którzy najczęściej są narzędziami w rękach złych duchów. Albo oddają swoje życie diabłu, aby uzyskać perwersyjną przyjemność seksualną, władzę nad innymi lub zdobyć pieniądze. To prawda, że czytanie horoskopów w gazecie nie jest tak wielkim złem jak na przykład wyznawanie satanizmu. To tak, jak nie można porównać kradzieży drobnej rzeczy w sklepie od kradzieży samochodu. Jednak mała kradzież może doprowadzić do kradzieży na wielką skalę, a często niewinne zainteresowanie się okultyzmem (horoskopy) może doprowadzić do wielkiego uzależnienia.

     Praktykowanie okultyzmu prowadzi do całkowitego zniewolenia człowieka przez siły zła. Historia Narodu Wybranego a także historia ludzkości mówi nam, że ile razy ludzie odwracali się od prawdziwego Boga, to wtedy zawsze oddawali się najbardziej irracjonalnemu i prymitywnemu bałwochwalstwu. Istnieje pewna prawidłowość, a mianowicie każdemu upadkowi religijności, towarzyszy równoczesny wzrost zabobonu, okultyzmu i wróżbiarstwa.

     Okultyzm jest związany z wiarą w istnienie duchowych sil lub energii, przy pomocy których, człowiek pragnie poznać przyszłość, odzyskać zdrowie, osiągnąć powodzenie, sukces, uzyskać nadzwyczajne władze, aby panować i manipulować innymi ludźmi. W tym celu przechodzi inicjację i podejmuje różnorodne praktyki okultystyczne, ćwiczenia, medytacje itp. Praktykujący okultyzm twierdzą, że uzyskują paranormalne poznanie oraz zdolności takie, jak umiejętność czytania myśli, przyszłości, dobrego lub złego oddziaływania i manipulowania innymi ludźmi, materializowania przedmiotów, kontaktów ze zmarłymi, z UFO, lub częściowe panowanie nad siłami natury. Często nie zdają sobie sprawy z tego, że w ten sposób otwierają się na działanie tajemnych złych mocy, nad którymi nie mają już żadnej możliwości kontroli. Po prostu dobrowolnie oddają się w ich władanie, stając się niewolnikami sił zła.

     Każdy więc, kto praktykuje najróżniejsze formy magii, satanizmu, astrologii, spirytyzmu, wróżbiarstwa lub staje się członkiem masonerii, występuje przeciwko pierwszemu przykazaniu, czyli popełnia grzech śmiertelny. Podobnie grzeszą ci wszyscy, którzy odwołują się do praktyk hinduskich, tybetańskich, chcąc wykorzystać starożytne mity i symbole, aby posłużyć się ich tajemną mocą przez poddanie się prowadzeniu złego ducha. Jest to ciężki grzech nieposłuszeństwa Duchowi Świętemu oraz odrzucenia przewodnictwa Anioła Stróża.

     Tak więc każdy, kto posługuje się wahadełkiem, kartami tarota, udaje się z prośbą o pomoc do wróżbitów, magów, uzdrowicieli, wróżących z kart lub tych, którzy mówią, że działają za pośrednictwem ducha-przewodnika, wyraża w ten sposób swój brak wiary w miłość Boga i otwiera się na działanie złych duchów.

     Pismo św. jednoznacznie potępia praktyki okultystyczne jako grzechy, które wykluczają ludzi z Królestwa Bożego (Ga 5,20; Ap 9,21; 22,15). Czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa: "Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza. Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój" (Pwt 18,9-14; por. Kpi 19,31; 20,6.27).

     Nowy Katechizm Kościoła Katolickiego w sposób jednoznaczny mówi na temat okultyzmu:

     "2116. Należy odrzucić wszelkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem - połączonym z miłującą bojaźnią - które należą się jedynie Bogu.

     2117. Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do uzyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągnąć nadnaturalną władzę nad bliźnimi - nawet w celu zapewnienia im zdrowia - są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.

     2115. Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub innym świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie. Nieprzewidywanie może jednak stanowić brak odpowiedzialności".


 

Masoneria - mit czy rzeczywistość
o. dr hab. Jan Mazur

  Odcinanie się od teorii spiskowej należy niemalże do rytuału wszelkich wypowiedzi na temat masonerii i wydaje się, że pełni rolę zasłony dymnej. Odwraca uwagę od faktycznych wpływów i znaczenia lóż masońskich.

Masoneria - mit czy rzeczywistość

Arnaud de Lassus dał swej książce podtytuł: "Intrygująca tajemniczość". Trzeba bowiem przyznać, że problematyka masonerii zawiera w sobie wiele znaków zapytania. Badacz problemu trafia na niepokonane trudności dotyczące weryfikacji poszczególnych informacji na temat wolnomularstwa. Wynika to z prostego faktu, że organizacja ta z założenia ma charakter tajny.
W wielu środowiskach o masonerii mówi się z lekkim uśmieszkiem, jako o czymś, co należy do rzeczywistości domniemanej, która tak naprawdę jest fikcją. Większość intelektualistów, zabierając głos w sprawie masonerii od razu czyni zastrzeżenie, iż daleka jest od teorii spiskowej, wedle której masoneria rządzi potajemnie światem. To odcinanie się od teorii spiskowej, samo w sobie z pewnością słuszne, należy niemalże do rytuału wszelkich wypowiedzi na temat masonerii i wydaje się, że pełni rolę zasłony dymnej. Odwraca bowiem uwagę od faktycznych wpływów i znaczenia lóż masońskich. W obecnych rozważaniach chciałbym przybliżyć nieco obraz samego wolnomularstwa.

Początki masonerii

W słownikach pod hasłem masoneria czytamy, że: jest to międzynarodowe stowarzyszenie, częściowo tajne, o charakterze naturalistycznym i filantropijnym, którego członkowie rozpoznają się za pomocą odpowiednich znaków i emblematów. Zapis ten niewiele wyjaśnia. Jednak wspomniany już wybitny znawca problematyki Arnaud de Lassus w oparciu o analizę literatury masońskiej jak i pozamasońskiej twierdzi, że początek masonerii stanowi rok 1717. Wtedy nastąpiło połączenie dwóch stowarzyszeń : korporacji budowniczych (mularzy, czyli murarzy), sięgającej średniowiecza i okultystycznego stowarzyszenia różokrzyżowców. Kim są wolni mularze? Zawdzięczamy im kościelne budowle, katedry budowane w średniowieczu aż do XVII wieku. Budowniczowie ci tworzyli pewien rodzaj bractwa. W XVII wieku utracili swoje podstawowe znaczenie zawodowe. Jednakże dla zachowania egzystencji i wpływów z czasem przekształcili swój cech (korporację) w związek towarzyski. Zaczęli do swojego grona przyjmować także nie-mularzy. Określano ich mianem "wolnych mularzy".

Różokrzyżowcy byli stowarzyszeniem alchemików, okultystów, spadkobierców dawnych templariuszy, kultywujących pierwotny gnostycyzm. Nazwa różokrzyżowcy pochodzi od przyjętego przez stowarzyszenie emblematu: róża umieszczona na krzyżu. Miało to symbolizować połączenie wiedzy i wiary. A dokładniej, zbawienie poprzez wiedzę, a nie przez wiarę. Członkowie tego stowarzyszenia zajmowali się okultyzmem i propagowaniem gnozy.

Cele jawne i ukryte

Masoneria wywodzi się zatem z połączenia dwóch stowarzyszeń: wolnych mularzy o tradycji liberalnej i okultystycznej, i jednocześnie tajemnej. Cel masonerii jest pochodną obu wspomnianych tradycji. Składa się nań propaganda liberalizmu ( jest to cel jawny) i zastąpienie katolicyzmu chrześcijaństwem gnostyckim (cel ukryty, tajemny). Owo chrześcijaństwo gnostyckie jest tutaj terminem umownym, bo w historii masonerii różnie było ono pojmowane, ale zawsze miało wspólny mianownik: chodzi o negację katolicyzmu. Kościoła katolickiego.

Samo słownictwo w odniesieniu do ideologii wolnomularstwa nie jest jednolite. Trzeba pamiętać, że zmienia się ono w zależności od autorów. Często zamiast okultyzmu mówi się o "gnozie", o "mistycyzmie" lub "iluminizmie". Z ideą liberalizmu łączy się zwykle racjonalizm, a także subiektywizm, kult człowieka jako pochodne oświeceniowej koncepcji człowieka.

Odnośnie fenomenu wolnomularstwa, warto także zwrócić uwagę na jego struktury organizacyjne. Otóż dzieli się ono na samodzielne wspólnoty występujące pod różnymi nazwami: Wielkie Loże, Wielkie Wschody, Federacje, Wyższe Rady, Siły Masońskie. Każdy wielki oddział masonerii rządzony jest przez Radę lub Komitet Wykonawczy z wielkim mistrzem na czele. Wielka Loża składa się z lóż (pisanych z małej litery) jednego kraju lub okręgu, będących podstawowymi komórkami organizacyjnymi. Poszczególne loże różnią się znacznie ilością istniejących w nich stopni wtajemniczania, obrzędami, symbolami - w zależności od przyjętego w danej loży rytu.

Wiara we wszystko i w nic

Obecne rozważania pragnę ograniczyć nade wszystko do aspektu religijnego wolnomularstwa. Od razu trzeba stwierdzić, że masoneria z zasady jest zawsze głęboko antykatolicka. Wynika to z jej ideologii. Ponieważ zdaniem wolnomularzy nie ma żadnej prawdy powszechnej, to nie ma także żadnej prawdy objawionej. W lożach można oczywiście powoływać się na różne Księgi uważane przez poszczególne religie za święte, także na Pismo Święte, ale pod warunkiem, że pojmuje się je jako osobistą predylekcję, a nie jako prawdy powszechne, dotyczące wszystkich ludzi. W tych warunkach masoneria nie może przyjąć katolickiej koncepcji objawienia, która wskazuje na niezmienne prawdy objawione. Ideolodzy masonerii wyraźnie stwierdzają, że ich naturalistyczna, liberalna koncepcja świata jest "postawą niezależną i wrogą wobec porządku nadprzyrodzonego i objawionego. Jest antykatolicka w ideach i działaniu".

Długo można by rozwodzić się nad doktryną czy ideologią wolnomularstwa. Analizując wypowiedzi samych masonów, których nie mało można znaleźć na łamach zachodnich pism wolnomularskich, można śmiało udokumentować zdecydowaną wrogość masonerii do Kościoła katolickiego. (...)

Szkodliwość masonerii dla chrześcijaństwa obrazują zasady, którymi kieruje się ona w działaniu, przenikając swymi ideami życie społeczne. Są to zasady wolności, równości, braterstwa oraz zasada kierowania (manipulowania) poprzez ukrytych przywódców. Przez "wolność" rozumie się wyzwolenie od jakiegokolwiek porządku transcendentnego (naturalnego albo nadnaturalnego). "Równość" oznacza uwolnienie od wszelkiego autorytetu naturalnych hierarchii. "Braterstwo" w sensie wolnomularskim wymaga przyłączenia się do opinii większości. W praktyce oznacza redukcje, sprowadzenie wszystkich prawd religijnych, filozoficznych, moralnych i politycznych do przyjmowanego przez wszystkich minimum. Natomiast zasada kierowania czy manipulowania przez ukrytych przywódców zapewnia skuteczność działania. Okazuje się, że skutki realizacji tych zasad widoczne są jak na dłoni nie tylko w krajach zachodnich, gdzie loże od dawna nie kryją się ze swoją działalnością, ale także w Polsce. 

Masoneria - państwo w państwie

Początek masonerii na ziemiach polskich przypada na lata 30-te XVIII wieku. Było nią "Czerwone Bractwo". (...) W XIX wieku masoneria polska była bardziej spiskiem niepodległościowym niż ideologiczną organizacją. Stanowiła wygodne pole działalności patriotycznej, niepodległościowej. W drugiej połowie XIX wieku działalność wolnomularstwa w Polsce prawie zamarła. Odrodziła się dopiero w wieku XX, zwłaszcza w okresie Polski niepodległej. Istnieje obszerna literatura obrazująca działalność masonerii w okresie międzywojennym. Jej wpływy są niewątpliwe, a obecnie, w warunkach ponownie odzyskanej suwerenności państwowej, loże ubiegają się o rejestrację w sądach.

Kościół musi więc zachować czujność. Nie bez znaczenia jest tu wypowiedź i przestroga Leona XIII: Masoneria stanowi rodzaj społeczeństwa na wspak, którego celem jest sprawować władzę tajemną nad społeczeństwem właściwym, a którego rację bytu stanowi jedynie walka przeciw Bogu i Kościołowi. Sekta owa zdołała przeniknąć do wszystkich warstw społeczeństwa. Tworzy ona jak gdyby niewidzialne, nieodpowiedzialne państwo w państwie legalnym. Jest pełna ducha szatana, który wedle słów Apostoła, potrafi w razie potrzeby przemieniać się w anioła światłości. Oświadcza, że nie ma żadnych celów politycznych, w rzeczywistości jednak prowadzi najbardziej czynną akcję w życiu prawodawczym i administracyjnym. W ramach walki z Kościołem realizuje konsekwentnie swój plan. Główny jej atak kierowany jest w najczulszy punkt, stanowiący o sile katolicyzmu, mianowicie moralność. Dlatego masoni pragną najpierw ograniczyć, a następnie całkowicie usunąć naukę religii ze szkół, by wychować całe pokolenia niewierzących lub obojętnych religijnie. Wykorzystując prasę codzienną, wiele wysiłku poświęcają oni na zwalczanie zasad moralnych głoszonych przez Kościół. Ponadto ośmieszają jego praktyki, aby skazić masy występkami i rozpustą - w przekonaniu, że w tych warunkach będą one całkiem w jej rękach.

Jak przeciwdziałać masonerii?

Chodzi rzecz jasna o postawę katolików. Można w tym celu posługiwać się zarówno środkami przyrodzonymi, jak i nadprzyrodzonymi.

  1. Środki przyrodzone
    • zapoznać się z odpowiednią literaturą na temat masonerii; trzeba koniecznie poznać cele masonerii i metody jej działania;
    • unikać demoralizacji systematycznie prowadzonej przez środki masowej informacji;
    • krytycznie odnosić się do haseł głoszonych w imię wolności i tolerancji, np. "moje ciało należy do mnie", itp.;
    • nie akceptować postawy półśrodków i porozumienia za wszelką cenę;
    • wobec natarczywej propagandy nie tracić cierpliwości.
  2. Środki nadprzyrodzone
    • modlitwa (Leon XIII w "Humanum genus" mówi o niej jako o podstawowej formie, podstawowej sile działania w walce z masonerią);
    • duch gorliwości apostolskiej, jako doza zapału do obrony Kościoła (a ściślej mówiąc wiernych) przed hasłami masonerii.
    • katolik musi pamiętać o przykazaniu miłości a równocześnie nie kryć się za wygodną obojętnością wobec tego, co czynią wrogowie Kościoła.
Niezwykle pouczająca w tym względzie jest wypowiedź Piusa X, która także dziś nie traci na swej aktualności:

W naszych czasach - zauważa papież - bardziej niż kiedykolwiek główną siłą złych jest słabość i ospałość dobrych. Istotny nerw królestwa szatana sprowadza się do braku gorliwości, do ospałości chrześcijan.

Przykładem tej gorliwości apostolskiej może być postawa św. Maksymiliana Marii Kolbego, który zwalczając masonerię, jednocześnie nie zatracił ducha ewangelicznej miłości, gdy podczas codziennej modlitwy wypowiadał słowa: 

O Maryjo, bez grzechu poczęta módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy, i za wszystkimi, którzy się do Ciebie uciekają, a zwłaszcza za masonami i poleconymi Tobie.

o. dr hab. JAN MAZUR, Tygodnik Głos

o. dr hab. Jan Mazur, Tygodnik Głos, 2001-05-03
 

Sekty religijne - problem polityczny czy społeczny

Spis treści:

WSTĘP

1. Charakterystyka sekty

2. Skąd się wzięły nowe ruchy religijne

3. Rodzaje sekt

4. Atrakcyjność niezależnych ruchów religijnych

5. Niebezpieczeństwa wynikające z przynależności do kultu

6. Ogólnoświatowe podejście do problemu sekt

PODSUMOWANIE

Źródła (linki)

ANEKS



 

WSTĘP

Słowo "sekta" wywodzi się z łacińskiego "sequi" lub "sectare". W pierwszym znaczeniu "iść za kimś", w drugim "odciąć się od kogoś". Z powyższego widać, że sekciarz to ktoś, kto idzie za jakimś nauczycielem, mistrzem duchowym, lub ktoś, kto odcina się od jakiejś pierwotnej nauki. Dziś słowo to ma raczej pejoratywne znaczenie, dlatego w literaturze używa się innych zwrotów jak np. niezależne ruchy religijne, nowe ruchy religijne, kulty, związki wyznaniowe, religie młodzieżowe.

1. Charakterystyka sekty

Trudno jest jednoznacznie określić, czym jest sekta. Ich ilość i różnorodność sprawiają, że nie jest możliwe zawarcie w jednej zwięzłej definicji całej charakterystyki wszystkich tych grup. W samych tylko Stanach Zjednoczonych istnieje ok. trzech tysięcy niezależnych ruchów religijnych, w Wielkiej Brytanii ok. pięćset. W Polsce działa ich ponad trzysta.

Warto jednak przyjrzeć się kilku charakterystykom zaczerpniętym z literatury tematu. Według ks. Władysława Nowaka sekty charakteryzują się:

  • misjonarską gorliwością; 
    Członkowie bardzo gorliwie rozpowszechniają swoje koncepcje. Wierzą przy tym, że tylko oni są w posiadaniu prawdy o Bogu i że ich zadaniem jest nieść to posłanie całemu światu, który bez niego jest skazany na potępienie;

  • charyzmatycznym przywódcą;
    Przywódca jest uważany za osobę o wyjątkowej mocy, kogoś więcej niż zwykłego śmiertelnika;

  • wyłącznością prawdy; 
    Wierzą, że jako jedyni posiadają naukę potrzebną do zbawienia. Zbawienie można osiągnąć tylko przyłączając się do nich, akceptując ich wierzenia, przyjmując praktyki lub używając zalecanych przez nich technik;

  • nadrzędnością grupy; 
    Wiara w posiadanie jedynej prawdy prowadzi do przekonania, że sekta stanowi grupę elitarną. Członkowie posiadając wiedzę uzyskaną w sekcie są przekonani o swojej wyższości nad tymi, którzy nie należą do ich grupy;

  • ścisłą dyscypliną; 
    Wszystkie dziedziny życia członków sekty są ściśle podporządkowane działalności w sekcie. Dyscyplina taka przybiera formę ścisłej kontroli;

  • dławieniem indywidualności;
    W sektach nie ma miejsca dla wolnomyślicieli. Wszelkie objawy swobodnej interpretacji, czy niezależności w postępowaniu są zawczasu dławione. Nowicjusze są tak kształceni, by wyrzec się odpowiedzialności osobistej i oddać się całkowicie pod kierownictwo swoich przełożonych;

  • odchyleniem doktrynalnym. 

Z przedstawionej charakterystyki można wywnioskować, że nowe ruchy religijne w swej działalności izolują się od społeczeństwa. Indoktrynacja w sekcie prowadzi do zniewolenia, czyli działa destruktywnie na osobę wstępującą do ruchu. W literaturze można też często spotkać określenie: kult szkodliwy, sekta destruktywna.

Oto kolejna charakterystyka. Christian Czurko, szef brytyjskiej filii Dialogcentre, grupy zajmującej się pomocą byłym członkom sekt, definicje sekty zawarł w czterech elementach:

  1. Członków werbuje się nie udzielając im ścisłych informacji.

  2. Wyrabia się w nich przekonanie, że inne poglądy i postawy są błędne i niesłuszne.

  3. Grupa ( i/lub jej przywódca) czerpie korzyści materialne z tytułu posiadania członków bądź bezpośrednio, przez zagarnianie ich pieniędzy, bądź pośrednio, poprzez zmuszanie ich do pracy, za którą nie otrzymują nic albo są bardzo nędznie wynagradzani.

  4. Zostają skrzywdzeni ludzie: dotyczy to zarówno rodzin, przyjaciół członków sekt, jak i ich samych.

Jak widać, również ta definicja ma wydźwięk negatywny; najważniejszy nie jest człowiek i jego potrzeby, lecz grupa i mistrz, dla których członek sekty powinien zrobić wszystko.

2. Skąd wzięły się nowe ruchy religijne?

Historia ruchów religijnych, określanych dziś jako sekty, swe początki ma w rabinistycznym judaizmie. Określano tak wszelkie ruchy i odłamy, które sprzeciwiały się głoszonej tradycji. Słowo hairesis początkowo dotyczyło szkół prowadzonych przez niezależnych nauczycieli o wysokim autorytecie. Później nabrało pejoratywnego znaczenia. Odnosiło się ono do grupy ludzi sprzeciwiających się powszechnie przyjętym prawom.

W Nowym Testamencie wielokrotnie pojawiają się ostrzeżenia przed hairesis. Nazywano tak grupy chrześcijan wiążące się ze szkołami filozoficznymi lub żydowskie ruchy, przeciwne chrześcijaństwu. Z czasem zaczęto tak nazywać wszystkie grupy, które odłączyły się w swej nauce od chrześcijaństwa.

Średniowiecze stało się czasem wielkiego nasilenia działalności nowych ruchów religijnych. Powstały takie ruchy jak: paulicianie, bogomili, begarci, husyci i wiele innych. Tworzyły się w wyniku niezadowolenia z panującego porządku feudalnego popieranego przez Kościół i nastawienia antyklerykalnego. Rosnące niezadowolenie z postawy ludzi Kościoła doprowadziło w końcu do reformacji. Rozpad Kościoła zachodniego pociągnął za sobą powstanie kolejnych grup.

Następnym okresem nasilenia się działalności niezależnych ruchów religijnych jest XIX w. W tym czasie powstały między innymi takie sekty jak: Adwentyści Dnia Siódmego, Świadkowie Jehowy, oraz Mormoni. Twórcami tych nowych ruchów byli ludzie, którzy "otrzymali posłanie od Boga" by uratować świat przed zbliżającym się wypełnieniem czasów.

Wiek XIX jest też okresem fascynacji Europejczyków kulturą Dalekiego Wschodu, szczególnie zaś kulturą Tybetu i Indii. Zaczęto też interesować się różnymi praktykami okultystycznymi, spirytyzmem, astrologią. W 1875 r. powstało Towarzystwo Teozoficzne, które łączyło w swych zainteresowaniach wszystkie te praktyki. Celem działalności Towarzystwa Teozoficznego stało się "osiągnięcie za pomocą wiedzy ezoterycznej, wiedzy o głębszych i tajemnych związkach, prawdy głębszej niż ta, do której dochodzi się dzięki wierze." Teozofia stała się podwaliną do powstania prądu kulturowego New Age, z łona którego z kolei, narodziło się wiele współczesnych sekt, podzielających jego filozofię.

Ruchy, które powstały w latach 50-tych i 60-tych naszego wieku, są określane nazwą "religie młodzieżowe", ze względu na niską średnią wieku. Większość ich członków stanowią ludzie młodzi, których najłatwiej jest zwerbować. Krytyce zostały poddane kościoły chrześcijańskie, które nie wypełniały potrzeb duchowych, które stały się częścią odrzuconego systemu. Młodzi ludzie poszukujący sensu życia, wartości wykraczających poza materializm stali się podatni na atrakcyjne treści zawarte w nauce i sposobie bycia mistrza i grupy. Zaczęły powstawać kulty oparte na religiach wschodnich (hinduizm, buddyzm), na praktykach okultystycznych, zaczęto wracać do dawnych religii przedchrześcijańskich, kultów Indian, plemion afrykańskich, narodziły się sekty ufologiczne. Powstało też wiele nowych sekt określających się jako prawdziwi spadkobiercy nauki apostołów.

W Polsce podobnie jak wszędzie sekty działały zawsze, jednak szybki wzrost ich liczby zapoczątkowany został w 1989 roku, w efekcie przemian społeczno-gospodarczo-politycznych.

3. Rodzaje sekt

Dynamiczny rozwój sekt występuje przy końcu stuleci, tym bardziej tysiącleci. W ostatnim dwudziestoleciu w poszczególnych krajach europejskich pojawiło się po kilkadziesiąt, a nawet powyżej stu nowych kultów. Pod względem formalnym i treściowym (teologicznym, socjologicznym, psychologicznym, geograficznym, historycznym, etnicznym, rasowym) istnieje wiele typów sekt. Są na ogół odpowiedzią na doktrynalne, moralne czy prawne niewłaściwości w macierzystej religii:

  1. Odwołujące się do korzeni, np. w średniowieczu waldensi, a później "apostolskie wspólnoty", liczne od XIX w. w anglikanizmie i protestantyzmie kontynentalnym. Na ogół uznają siebie za Kościół ostateczny, czyli odnowiony Kościół pierwotnego chrześcijaństwa:

    • Kościoły Chrystusa (ok.2 milionów);

    • Wspólnoty Apostolskie (Wspólnoty Katolickoapostolskie - w wielu krajach, ponad 300 wspólnot w północnych Niemczech;

    • Kościół Nowoapostolski - w świecie ok. 2.000.000, w Europie ok. 470.000, w tym w Niemczech ok. 400.000;

    • Wolne Wspólnoty Apostolskie, zwłaszcza w Niemczech, Holandii i Szwajcarii).

  2. Fundamentalistyczne, które przyjmują zasadę dosłownego rozumienia ksiąg świętych (Biblii, Koranu), np. liczne formy badaczy Pisma Świętego (Badacze Pisma Świętego, Wolni Badacze Pisma Świętego, Polscy Badacze Pisma Świętego, Chrześcijańscy Badacze Pisma Świętego, Świecki Ruch Misyjny "Epifania"). Fundamentaliści islamscy sięgają po przemoc, by prawo państwowe opierało się na prawie Koranu. Świadkowie Jehowy łącza fundamentalistyczny biblicyzm z oficjalną i zmieniającą się interpretacją Biblii narzuconą przez centrale w Brooklynie.

  3. Apokaliptyczne, które rychły koniec świata czynią głównym tematem swego zwiastowania, np. Adwentyści Dnia Siódmego (od W. Millera) wraz z kilkudziesięcioma mniejszymi wspólnotami adwentystycznymi liczą w świecie ok. 4 milionów, W Niemczech ok. 40.000, w Polsce ok. 9.000. Wyrosła z chrześcijaństwa, ale niechrześcijańska (odrzuca naukę o Trójcy Świętej i boskości Chrystusa) sekta Świadków Jehowy głosi za swoim drugim (po Charlsie Taze Russellu, zm. 1916) założycielem, Józefem Franklinem Ruthefordem (1942) rychły Armagedon, czyli wielką walkę w niebie miedzy siłami dobra i zła, po którym nastąpi tysiącletnie królowanie 144.000 wybranych Świadków Jehowy.

  4. Odwołujące się do nowych objawień. Mormoni, czyli Kościół Jezusa Chrystusa Świętych Ostatnich Dni, założony przez Josepha Smitha (1805-1844) w USA, odwołuje się do tzw. Księgi Mormona, która zawiera wiele nauk sprzecznych z Biblią w sferze nauki o Bogu (politeizm), człowieku (poligamia, milenaryzm) i Kościele (Chrystus założył Kościół przez Smitha). Świetna organizacja misyjna i efektywna działalność ekonomiczna (np. hotel Mariott w Warszawie) zyskują im licznych zwolenników również w Europie, ok. 4.000.000.

  5. Odwołujące się do własnej misji prorockiej i mesjańskiej lub boskiego wcielenia. Ruch Grala (Gralsbewegung), niechrześcijańska sekta gnostycko-synkretystyczna głosi wielostopniowe emanacje Boga. Założyciel O.E. Bernhardt (1875-1941) podawał się za dawcę nowego objawienia i wcielenie bóstwa. Ruch Muna, został tak nazwany od założyciela San Myung Moona, Koreańczyka, który w książce Zasady boże (1957) ogłosił się drugim Mesjaszem. Zwolennicy musza porzucić własne rodziny, bezwzględnie słuchać, pracować dla ruchu i apostołować. Elementy biblijne zostały zmieszane z elementami religii azjatyckiej. Bóg jest nieosobową mocą, odkupienie przez Chrystusa było niedoskonałe, uzupełniają je doskonały Adam, czyli Moon, i jego przyjaciółka, doskonała Ewa. Korea jest ziemią świętą. Krzyż symbolizuje klęskę, a Ruch Muna jest drogą do sukcesu. Rozwija się zwłaszcza w Korei, Japonii, USA i Europie Zachodniej (ponad 2.000.000). Funkcjonuje kilka różnych nazw: Święta i Spirytystyczna Wspólnota na Rzecz Zjednoczenia Całego Chrześcijaństwa, Wspólnota Ducha Świętego na Rzecz Zjednoczenia Całego Chrześcijaństwa, Ruch Zjednoczenia, Kościół Zjednoczenia).

  6. Gnostyckie, ezoteryczne, antropozoficzne i okultystyczne. Wyjątkowy dynamizm wykazuje ruch Nowa Era (Epoka) - New Age, powstały w 60 latach w USA (głowni twórcy: Marily Freguson, Fritjof Capra, Stanislaw Grof, Ken Wilber, Gregory Bateson, Georg Trevelyan). Łączy on elementy okultyzmu, spirytyzmu, teozofii, satanizmu, wschodnich medytacji, mistyczno-magicznej duchowości szamańskiej w połączeniu z hasłami humanitaryzmu, harmonii, miłości, naukowości, ekologii, ekumenizmu i nowoczesności. W Niemczech Zachodnich i Anglii w 1992 roku 18% ogółu sprzedawanych książek było spod znaku New Age. Zachodni Zakon Sufi, związany z New Age, z centralą w Suresness (Francja) opiera się na pełnych ezoteryzmu pismach Pir-O-Murshid Hazrat Ynayat Khana (zm. 1927). Subud, ezoteryczny ruch tradycji islamskiej, działa na Zachodzie od 1957 roku.

  7. Tzw. Religie Młodzieżowe (Jugendreligionen), zwane Sektami Młodzieżowymi, Kultami, Destruktywnymi kultami i Nowymi Organizacjami Młodzieżowymi, obejmują m.in.:

    • Kościół Scientologii, założony przez Lafayette'a Ronalda Hubbardta w 1954 r. w USA. Głosi naukę o wiedzy, według której człowiek jest wiecznym i wszechpotężnym duchem, który musi wyzwolić się przez wiedzę. Sam człowiek nie jest dla siebie przyczyną i celem. Kościół liczy w świecie ok. 20.000.000 członków (uczestnicy kursów).

    • Rodzina Miłości (wcześniej Dzieci Boga), zwana też Wspólnotą Niezależnych Chrześcijańskich Zgromadzeń Misyjnych "Rodzina", lub krótko Rodziną, założona w 1968 roku w USA przez baptystycznego pastora Davida Berga (znanego jako Mose David, w skrócie MO) nie posiada systemu doktrynalnego. Akceptuje ona naukę o czasach ostatecznych, rychłym przyjściu Antychrysta i Chrystusa. Usługi seksualne jako forma okazywania chrześcijańskiej miłości oraz nieposyłanie dzieci do szkół powodują negatywne reakcje społeczne wobec jej apokaliptycznych i ekskluzywnych komun. Liczy ponad 70.000 członków.

    • Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kriszny (lub Ruch Kriszny), założone w 1966 roku w USA przez Abhay Choran De, znanego jako Abhay Caranarawinda Bhaktivedanta Swami Prabhupada (1896-1977). Ruch wskazuje drogę do szczęścia (wyrwanie się z cyklu reinkarnacji oraz osiągniecie wyższej świadomości) poprzez śpiewanie mantry, dietę wegetariańską, powstrzymywanie się od narkotyków i używek, praktykowanie medytacji...

    • Medytacja Transcendentalna z Wiedzą o Twórczej Inteligencji, założona przez byłego mnicha hinduskiego z Indii, Maharishi Mahesh Yogi, obejmuje ok. 200 różnych organizacji szerzących nauki Yogi. Opierając się przede wszystkim na wedach - tekstach hinduistycznych, Maharishi Mahesh Yogi za główną praktykę uznał mantry oraz medytację dla napełnienia się "Świadomością kosmiczną" i wtopienia w boskość. Za naukę medytacji uiszcza się wysokie opłaty. Według MT żadna religia, również chrześcijaństwo, nie ma wartości, jeśli nie uprawia się takiej medytacji. MT jest sektą religii hinduskich. Liczy w świecie ok. 2.000.000 członków.

    • Zmiany na Wschodzie spowodowane rozpadem Związku Radzieckiego i względna wolność spowodowały wielkie przebudzenie religijne na tych terenach. Nastąpiła inwazja różnych wspólnot religijnych, również sekt z Zachodu, zwłaszcza USA i z Południa. To fenomen religijny olbrzymich rozmiarów, niemożliwy do ujęcia przez wiarygodne statystyki. Tradycyjne Kościoły zdecydowanie im ustępują, jeśli chodzi o skuteczność działania. Powstają też rodzime sekty, np. Powszechna Cerkiew Bogarodzicy (Wsielenskaja Cerkow Bozijej Matieri), założona przez J. Bereslawkija (ur. w 1946 roku), głosi "trzecie przymierze" i sukcesje w duchu. Założyciel powołuje się przy tym na doświadczone od Matki Boskiej objawienia ("Biała Ewangelia"). W nauczaniu i kulcie zerwał on z chrześcijaństwem. W Kijowie Jurij Kriwogonow założył w 1990 roku Białe Bractwo - Jusmalos (co znaczy: Planetarny Logos Jezus Chrystus). Kriwogonow łączy Biblię (część apokaliptyczną) z Bhagawadgitą i różnymi doktrynami mistycznymi. Posługuje się on przy tym terminologią naukową ("prorok" jest doktorem nauk technicznych). Swoja przyjaciółkę, Maryne Cwigun, przedstawia jako Królową Pokoju, Maryję, Dziewicę Chrystusa. Działa na Ukrainie i w Rosji.

    • W Polsce działa kilkaset nowych sekt i ruchów religijnych. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego w Raporcie o stanie bezpieczeństwa państwa stwierdziło m.in., że niektóre z sekt przyczyniają się do powstania zagrożenia ładu i porządku publicznego. Jako najgroźniejsze wskazuje Kościół Zjednoczenia Muna, Kościół Scjentologiczny i Wspólnotę Niezależnych Zgromadzeń Misyjnych "Rodzina".

4. Atrakcyjność niezależnych ruchów religijnych

Sekty reklamują się jako "jedyne rozwiązanie" problemów osobistych i społecznych, "prawdziwe" poznanie prawdy o sobie i świecie (wschodnie ruchy samoświadomości, jogi i medytacji np. Haare Kriszna, Misja Czajtanii, Kościół Scientologiczny, Transcendentalna Medytacja - TM). Proponują bardzo uproszczone (a więc nieprawdziwe) rozwiązania "wszystkich" najtrudniejszych problemów, uzdrowienie ze "wszystkich" chorób i "prawdziwe" szczęście bez cierpienia już tu, na ziemi. Reklamują się też jako odkrywcy zagubionej czy nowo objawionej prawdy, znawcy psychiki i duchowości człowieka. Posługują się przy tym fałszywymi autorytetami, pseudonaukowymi teoriami i mitami (TM, Kościół Scientologiczny). Przedstawiają się często (dla ukrycia swych prawdziwych celów) jako grupy i organizacje chrześcijańskie, dobroczynne, terapeutyczne czy naukowe.

Sekty przedstawiają świat jako opanowany przez grzech, zło, szatana i skazany na zagładę. Jedynymi "sprawiedliwymi" są członkowie sekty i ci będą uratowani.

Przyczyny wstępowania do sekt (zwłaszcza młodych ludzi) są dość złożone, ale na pierwszym planie sytuuje się kryzys autorytetów (rodziców, nauczycieli, Kościoła, państwa i innych organizacji), rodziny, konsumpcyjne podejście do życia bądź trudna sytuacja ekonomiczna rodzin, a co za tym idzie poświęcanie przez rodziców większości czasu na pracę zarobkową. Brak więzi rodzinnych i przyjacielskich powoduje poszukiwania zrozumienia i miłości gdzie indziej. Kryzys wewnątrz Kościoła sprawia, że jest on odbierany jedynie jako jedna z wielu organizacji. Ważna rolę spełnia też bezrobocie. Sekty wyszukują osoby z problemami, słabe, przed bezpośrednim kontaktem obserwują je, a następnie ofiarują pomoc. Trudno jest potem nie przystać do tak "wspaniałych" ludzi.

5. Niebezpieczeństwa wynikające z przynależności do kultu

Członkowie sekt są zwykle nietolerancyjni a czasem agresywni wobec inności, różnorodności a swoją doktrynę, formy kultu i religijności uważają za jedyne słuszne. Do swojej grupy starają się wciągnąć nowych członków skłaniając ich do porzucenia Kościoła (prozelityzm) a nierzadko do opuszczenia ich rodzin i środowiska

Werbunek do sekt prowadzony jest przeważnie metodami nieetycznymi. Zwykle wobec nowego adepta sekta stosuje manipulację, aby ukryć prawdziwy cel zainteresowania nim. Aranżuje się "przypadkowe" spotkanie, okazuje "bezinteresowną" miłość, a członków sekty przedstawia jako wspaniałych i wyjątkowo dobrych ludzi. Ta pozorna bezinteresowność, "bombardowanie miłością", okazywanie pomocy psychicznej (kursy rozwoju osobowości) i materialnej (bezpłatne posiłki) są natychmiast wycofywane w razie braku posłuszeństwa. Kandydat do sekty poddawany jest ukrytej indoktrynacji przy zastosowaniu różnych metod manipulacji, hipnozy, a nawet działaniu narkotyków. W literaturze często określa się to "praniem mózgu", choć jest to określenie bardzo nieścisłe, jest to raczej kontrola umysłu. W werbowaniu sekty wykorzystują różne instytucje: od organizacji młodzieżowych, do szkół i gabinetów masażu, w tym również klubów psychotronicznych i kursów medycyny niekonwencjonalnej.

W nauczaniu sekt pojawiają się różne półprawdy i kłamstwa. Terminy chrześcijańskie utożsamiane są z hinduskimi (miłość, prawda, oświecenie, światłość). Podobnie zestawia się różnych guru i hinduskich duchowych "mistrzów" medytacji zen i jogi z bohaterami biblijnymi oraz z katolickimi świętymi. Mistyczne doświadczenia świętych Kościoła utożsamiane są z hipnozą, euforią narkotyczną czy doświadczeniami joginów. Mitologia przedstawiana jest jako "źródło mądrości". Werbując nowych członków sekty posługują się oczernianiem innych grup religijnych. Używa się też pochlebstwa, obietnic, zastraszania (Kościół Scientologiczny) a także flirtu miłosnego jako okazywanie miłości Bożej potrzebującym (Rodzina albo tzw. Dzieci Boże).

Techniki przemiany osobowości stosowane w sektach są najczęściej szkodliwe dla psychiki ludzkiej (wielu byłych członków sekt potrzebuje później leczenia psychiatrycznego). Oto niektóre z nich:

  • bombardowanie miłością i wycofywanie jej - odbiera poczucie bezpieczeństwa i uzależnia od osób z danej grupy;

  • pobudzanie poczucia małej wartości, winy i różnych lęków - prowadzi do poczucia bezpieczeństwa tylko wewnątrz sekty i pod warunkiem posłuszeństwa;

  • pobudzanie zmiennych uczuć i nastrojów - służy do ukształtowania ich według innego wzorca bardziej przydatnego dla sekty;

  • kontrola czasu - powoduje poczucie osaczenia, niemożliwość autorefleksji;

  • ograniczenia snu i posiłków (posty) - człowiek staje się bezkrytyczny, przechodzi od potulności, apatii do agresji i poczucia winy;

  • hipnoza - odbiera wolność decyzji i siłę woli;

  • leki psychotropowe i narkotyki (podawane nawet bez wiedzy członków) - powodują uzależnienie od nich i od wrażeń nimi wywołanych;

  • izolacja - może wywołać złudzenia i halucynacje;

  • mantrowanie i medytacje - często powodują autohipnozę, izolują od otoczenia, zmieniają duchowość zaburzając relacje do Boga, ludzi i samego siebie;

Skutkiem indoktrynacji w sekcie najczęściej jest zatrzymanie i cofnięcie się w rozwoju osobowościowym aż do poziomu niezaspokojonego i zagubionego dziecka (pomimo dojrzałego wieku), które jest gotowe na wszystko, aby tylko otrzymać uznanie, akceptację i poczucie bezpieczeństwa od guru i współbraci. Wszystkie relacje zewnętrzne, nawet z najbliższą rodziną, są pod kontrolą (często nakazuje się je zerwać), aby nikt poza sektą nie miał wpływu na jej członka. Członek kultu jest często nie przystosowany do normalnego życia w społeczeństwie, gdyż boi się zagłady i potępienia wraz z grzesznym światem. Dlatego tak trudno mu opuścić sektę, która zapewnia o swym wybraniu (i to wyłącznym) do zbawienia. Dlatego po opuszczeniu sekty pojawiają się lęki przed ludźmi, nieufność, wrogość i stany depresyjne.

Poza skutkami w postaci zniszczonego zdrowia, sekta może zrujnować swych członków finansowo - wstępując do sekty adepci oddają sekcie cały swój majątek, praca na rzecz sekty jest darmowa, ewentualnie za niewielką odpłatnością.

Swoboda seksualna niesie za sobą niebezpieczeństwo zarażenia się chorobami przenoszonymi droga płciową. Wiele dzieci urodzonych w sekcie nie jest rejestrowanych w urzędach. Nie szczepi się ich, są pozbawione opieki lekarza - pediatry. Wobec dzieci stosuje się przemoc, są one zaniedbane, czasami wykorzystywane seksualnie - również w przemyśle pornograficznym.

6. Ogólnoświatowe podejście do problemu sekt

W Polsce zarejestrowane są 152 kościoły i związki wyznaniowe. Niektóre publikacje katolickie twierdzą, że ich liczbę należałoby podwoić, gdyż wiele ruchów religijnych rejestruje się jako fundacje lub stowarzyszenia, a część działa bez rejestracji. Dla legalizacji nowych grup kultowych przełomowe znaczenie miało przywrócenie demokracji i swobód obywatelskich (w tym religijnych) w latach 1989-90. Obecnie co roku rejestruje się kilkanaście nowych wyznań.

Wraz z wolnością pojawiły się w Polsce problemy, które nurtują też kraje zachodnie. W 1996 r. Parlament Europejski wydał rezolucję "W sprawię ruchów kultowych w Europie". Czytamy w niej: "Dostrzegając międzynarodowy charakter pewnych ruchów kultowych (...), jak też fakt, że ruchy te angażują się w działalność niedozwoloną lub wręcz przestępczą (...), a do takich zalicza się: znęcanie się, wykorzystywanie seksualne, bezprawne zatrzymanie, niewolnictwo, zachęcanie do działań agresywnych, propagowanie idei rasistowskiej, oszustwa podatkowe, nielegalny obrót pieniędzmi, przemyt broni i narkotyków, pogwałcenie prawa do pracy, nielegalne praktyki medyczne itd. (...)- wzywa sie kraje członkowskie do zagwarantowania skutecznej działalności władzy sądowniczej, policji, współpracy międzynarodowych organów ścigania, do zaniechania wydawania automatycznych zezwoleń i przyznawania statusu religijnego zwłaszcza w tych przypadkach, gdzie rzekoma działalność religijna jest osłoną procederu przestępczego".

Była to już druga rezolucja w tej sprawie, poprzednią Parlament Europejski uchwalił w 1984 r. Czytając te dokumenty, trzeba zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, w rezolucji z 1984 r. wymienia się tylko jedną grupę niebezpieczną: Kościół Zjednoczeniowy Moona (choć tzw. Raport Cottrella, na którego podstawie zredagowano ową rezolucję, wymieniał jeszcze trzy inne kulty). Natomiast w rezolucji z 1996 r. nie wymienia się już z nazwy żadnej sekty. Powodem była zapewne niemożność sformułowania konkretnych zarzutów wobec któregokolwiek z Kościołów.

Po drugie, oba dokumenty konsekwentnie sprzeciwiały się tworzeniu specjalnych ustaw antysektowych, gdyż nieuchronnie prowadziłoby to do ferowania ocen wobec wierzeń religijnych, a zatem- do ograniczania wolności sumienia i wyznania.

Dyskusja o nowych ruchach religijnych nie mogła ominąć Kościoła katolickiego. Choć Stolica Apostolska sceptycznie ocenia szanse dialogu doktrynalnego z różnymi nurtami New Age czy grupami odwołującymi się do tradycji Dalekiego Wschodu, daleka jest jednak od traktowania tych nurtów jako patologii. W 1986 r. w Watykanie wydano dokument "Sekty albo nowe ruchy religijne. Wyzwanie duszpasterskie". Zwraca się w nim uwagę, że słowa "sekta" czy "kult" mają zabarwienie pejoratywne i proponuje się bardziej neutralny termin "nowe ruchy (grupy) religijne". Przypomina się też o prawie każdej grupy religijnej do głoszenia swych przekonań i życia zgodnie z sumieniem: "Nasza postawa wobec wyznawców innych wiar powinna być nacechowana otwartością i zrozumieniem, a nie potępieniem".

Nie sposób nie dostrzec, że w dokumencie Watykanu dominuje otwarte, ekumeniczne podejście do problemu nowych ruchów religijnych. Zwraca się wprawdzie uwagę, że wiele z tych ruchów zawdzięcza sukces nie tyle doktrynie, ile psychologicznym technikom pozyskiwania wiernych. Z drugiej jednak strony stwierdzono "Sekty wychodzą naprzeciw ludziom, zwracają się do nich z serdecznością, indywidualnie i dyskretnie. Wyciągają jednostkę z anonimowości, głosząc potrzebę wspólnego i spontanicznego działania, odpowiedzialności i zaangażowania. (...) Pomagają reinterpretować osobiste doświadczenia, uwierzyć w siebie i stawić czoło najistotniejszym problemom.

Jednakże nie takie podejście dominuje dziś w Kościele. W ostatnich latach w Polsce opublikowano setki artykułów i dziesiątki książek poświęconych nowym kultom. Zdecydowana ich większość została wydana przez katolickie oficyny diecezjalne i zakonne.

Opisy, jakie znaleźć można w tych książkach przypominają najbardziej ponure filmy grozy. "Sekty są wszechobecne, podstepne i bezwzględne. Zdobywają nowych członków, stosując wyrafinowane techniki prania mózgu, narkotyki, magię i hipnozę. Prawdziwą naturę ujawniają dopiero, gdy już uzależnią psychicznie swych adeptów. Wówczas więżą ich, poddają głodowej diecie, zakazują nauki i kontaktów z rodzinami, groźbami i przemocą zmuszają do żebractwa czy prostytucji lub każą pracować w obozach przypominających sowieckie łagry. Aż w końcu wypluwają ludzkie wraki, pozbawione woli i majątku, albo wymuszają zbiorowe samobójstwa, niczym oszalały pastor Jim Jones na blisko tysiącu członków Świątyni Ludu w Gujanie."

Międzyresortowa Misja do Walki z Sektami (MILS) opublikowała 60-stronicowy raport, w którym definiuje sektę jako "stowarzyszenie o strukturze totalitarnej, deklarujące cele religijne lub nie, którego postępowanie gwałci prawa człowieka i równowagę społeczną".

Autorzy raportu wyliczają kilka rodzajów sekt, spośród których za najniebezpieczniejsze uważają "sekty absolutnie, odrzucające normy demokracji i propagujące antykulturę opartą na prymacie elity uformowanej w celu zdominowania reszt ludzkości, a w niektórych przypadkach na otwartym propagowaniu rasizmu". "Niezbyt liczne sekty absolutnie mają cechy wielonarodowościowych organizacji, posiadają sanktuaria w krajach pozbawionych odpowiednich ustaw, tajne sieci informacyjne i prywatne służby bezpieczeństwa wyposażone w nowoczesne środki łączności" - podkreśla raport. "W dziedzinie finansowej opierają się one na sieciach bankowych w rajach podatkowych, w Europie, na Karaibach lub Azji. Ustawicznie starają się, czasem z powodzeniem, infiltrować instytucje demokratyczne i organizacje międzynarodowe, oficjalne lub pozarządowe". Misja zauważa, że tego typu organizacje stawiają się poza granicami demokracji i powinny być surowo napiętnowane, a te, które podlegają prawu, dotknięte sankcjami przewidzianymi przez prawo.

Raport także poświęca kilka zdań na temat sytuacji w dawnych krajach komunistycznych, gdzie sekty "pośpiesznie" skorzystały z nowo uzyskanych swobód demokratycznych. Po dziesięciu latach demokracji "opór obywateli i instytucji zagrożonych przez sekty zaczyna się organizować" - spostrzeżono w dokumencie. Osobny rozdział został poświęcony groźbie infiltracji przedsiębiorstw przez sekty, korzystające zwłaszcza z usług zamawianych na zewnątrz, jak np. obsługa komputerowa. Sekty są także szczególnie zaangażowane i aktywne w dziedzinie psychoterapii i szkolenia zawodowego, gdzie istniejące prawo nie sprostowuje realiom i jest niewystarczające - oceniają autorzy.

PODSUMOWANIE

Destrukcyjna rola sekt i kultów polega na tym, iż stosują one wyrafinowane i głęboko nieetyczne metody i techniki manipulacji, by pozyskać członków i narzucić im określone stereotypy reakcji psychicznych, kontrolować ich myśli, zachowanie i uczucia. Jest to niewątpliwie problem na ogromną skalę, burzący podstawowe relacje międzyludzkie w obrębie rodziny i innych grup społecznych. Założenie o całkowitym poświęceniu się dla sekty powoduje wyłączenie jednostki ze społeczeństwa. Członkowie kultów tracą zdrowie fizyczne i psychiczne, majątki, a czasem nawet życie. Szerzą się choroby, prostytucja, narkomania.

Liderzy sekt uzależniają od siebie ofiary nie tylko w sferze duchowej, lecz również w innych dziedzinach życia - poczynając od podejmowania decyzji w sprawach najprostszych (na przykład: "Jakiej szczoteczki do zębów mam użyć?"), a kończąc na sprawach osobistych i intymnych ("Kogo mam poślubić?"), od kodeksu moralnego ("Czy wolno kraść w imię Boga?") do wyborów politycznych ("Na kogo mam głosować?"). Potencjał, jakim dysponują liderzy grup religijnych wobec bezgranicznego posłuszeństwa ich członków i skali działalności stwarza realne zagrożenie dla bezpieczeństwa ładu politycznego. Działalność ekonomiczna sekt daje im możliwość wywierania wpływu na gospodarkę; terroryzm bezpośrednio uderza w bezpieczeństwo międzynarodowe.

Niezależne kulty religijne stanowią problem zarówno społeczny, jak i polityczny. Regulacje prawne na szczeblu krajowym i międzynarodowym pozwalają na częściową kontrolę sekt i zmniejszają ich wpływ na politykę, tymczasem na szczeblu społecznym wszelkie ruchy religijne mają zagwarantowane prawo do istnienia i każdy człowiek może przynależeć do dowolnej grupy religijnej. Wyrażone to zostało w 9 artykule Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności takimi słowami:

"1. Każda osoba ma prawo do wolności myśli, sumienia i religii; prawo to obejmuje wolność zmiany religii lub przekonań oraz wolności uzewnętrzniania indywidualnie lub wspólnie z innymi, publicznie lub prywatnie, swej religii lub przekonań przez uprawianie kultu, nauczanie, praktykowanie i czynności rytualne.

2. Wolność uzewnętrzniania religii lub przekonań może podlegać jedynie takim ograniczeniom, które są przewidziane przez prawo i są konieczne w społeczeństwie demokratycznym ze względu na interesy bezpieczeństwa publicznego, ochronę porządku publicznego, zdrowia, moralności lub ochronę praw i wolności innych osób."

(Prawa człowieka. [w:] Dokumenty międzynarodowe Toruń 1993, s.136)

Wobec braku narzędzi do walki z destrukcyjną działalnością sekt na poziomie społecznym, waga problemu sekt znacznie wzrasta. Moim zdaniem niebezpieczeństwo, jakie niosą ze sobą kulty jest znacznie poważniejsze jako problem społeczny niż polityczny, zwłaszcza, że na szczeblu społecznym zagrożenie jest dotkliwsze i bardziej realne.

Źródła:

http://www.accessv.com/~agrios/sekty_i_kulty_.html, 03-03-2000,
http://www.apologetyka.com/, 03-03-2000, 
http://www.sekty.iq.pl, 03-03-2000, 
http://www.sekty.olsztyn.opoka.org.pl/uwaga/,03-03-2000, 
http://www.sekty.prv.pl/, 03-03-2000, 
Manzanares C.V.: Prekursorzy nowej ery. Mały słownik. Warszawa 1994, s. 122,
Nowak W.: Sekty w Polsce, a Młodzież. Olsztyn 1995, s.14 – 16, 
Prawa człowieka. [w:] Dokumenty międzynarodowe Toruń 1993, s.136, 
Raport Cottrella, Parlament Europejski, numer 1 - 47/84, 
Raport o stanie bezpieczeństwa państwa, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, 1995 r.,
Rezolucja w sprawie ruchów kultowych w Europie, Parlament Europejski 28.02.1996 r, 
Ritchie J.: Tajemniczy Swiat sekt i kultów. Warszawa 1994, s.8, 
Santagada O.D.: Wspólnoty kościelne, niezależne grupy religijne, sekty. Warszawa 1994, s.14 

ANEKS

Wskazania dla państw członkowskich Wspólnoty Europejskiej w kwestii ruchów kultowych w Europie, fragmenty "Rezolucji w sprawie ruchów kultowych w Europie" z dnia 28 luty 1996 roku:

1. Potwierdza prawo do swobód światopoglądowych, sumienia i wyznania jak też wolności zgromadzeń z uwzględnieniem ograniczeń wynikających z poszanowania prawa do prywatności i ochrony przed praktykami tortur, traktowania niehumanitarnego, niewolnictwa itp.;

2. Wzywa Kraje Członkowskie do zagwarantowania skuteczniejszej działalności władzy sądowniczej i policji z wykorzystaniem instrumentów dostępnych na poziomie działań międzynarodowych i czynnej współpracy, zwłaszcza z udziałem Europolu, by walczyć z atakami na podstawowe prawa jednostki, czego dopuszczają się owe ruchy kultowe;

3. Wzywa Kraje Członkowskie do ustalenia czy (środki) instytucje sądownicze, finansowe i karne są adekwatne, by zapobiegać działalności kultowej, która ma charakter działalności bezprawnej;

4. Wzywa rządy Krajów Członkowskich do zaniechania wydawania automatycznych zezwoleń jak też przyznawania statusu religijnego, zwłaszcza w przypadkach, gdzie rzekoma działalność religijna jest osłoną procederu przestępczego; rozważania możliwości cofnięcia nadanego statusu społeczności religijnej dającego preferencyjne zasady podatkowe i ochronę prawną interesów.

5. Wzywa Kraje Członkowskie do podjęcia kroków w zakresie niniejszej inicjatywy zapewniających wymianę informacji pozwalającą skoordynować dane dotyczące zjawiska kulturowego;

6. Wzywa Radę do przeanalizowania, zaproponowania i przyjęcia środków wynikających ze skutecznego wdrożenia instrumentów zawartych w Rozdziale (tomie) VI Traktatu Wspólnoty Europejskiej i prawa istniejącego w danej społeczności w celu kontroli i zwalczania nielegalnej działalności kultowej we Wspólnocie Europejskiej. Wzywa Radę do poparcia współpracy Krajów Członkowskich i trzecich do wszczęcia poszukiwań osób zaginionych jak też umożliwienia im powrotu do społeczeństwa;

7. Wzywa Komisje i Kraje Członkowskie do wykazania najwyższej czujności w przekazywaniu subsydiów społecznych, by nie trafiały one do stowarzyszeń uprawiających niedozwolone praktyki kultowe;

8. Wzywa Komisje d/s Swobód Obywatelskich i Spraw Wewnętrznych do zaproponowania stosownym komisjom parlamentów państw do odbycia wspólnego posiedzenia poświęconego sprawom sekt. W ten sposób informacja o organizacji, metodach pracy, zasadach funkcjonowania sekt będzie stanowić przedmiot wymiany doświadczeń i spostrzeżeń Krajów Członkowskich, co pozwoli najlepiej i najskuteczniej powstrzymać ich niepożądaną działalność oraz wypracować strategię podnoszenia świadomości społecznej o istniejącym problemie. Wnioski z tego spotkania winny zostać przedstawione plenarnie w formie raportu.

9. Zaleca Przewodniczącemu przedstawić niniejszą rezolucję Radzie, Komisji, rządom i parlamentom Krajów Członkowskich Rady Europy.

 

Joanna Czerwonka

 

Redakja strony Stowarzyszenia Ruch EFFATHA serdecznie dziękuje p. Joannie Czerwonce za udostępnienie powyższego artykułu.

Magia, satanizm i Harry Potter

 

O magii, czarownicach i satanistach z dr. Stanisławem Krajskim, autorem książki "Magiczny świat Harry´ego Pottera", rozmawia Jan Ośko

Na warszawskiej Starówce wróżka przy stoliku rozkłada karty Tarota, z których wieszczy przyszłość. Nie tylko dzieci zaczytują się w powieści o przygodach Harry´ego Pottera. Czy za takimi fascynacjami kryje się poważniejsze niebezpieczeństwo?

Jan Ośko: - Czary-mary, hokus-pokus i podobne zaklęcia wydają się zupełnie niewinne. Współczesny człowiek jest przekonany, że praktyki magiczne to rodzaj rozrywki, a demony przywoływane przez magię nie istnieją, tak jak nie istnieją krasnoludki...

Dr Stanisław Krajski: - Spowodowane jest to przez dwie przyczyny: po pierwsze wiedza współczesnego człowieka, także katolika, na temat szatana, jego działania i sposobów komunikowania się z nim, jest, mówiąc językiem Wyprawy pod psem Kornela Makuszyńskiego, jak mróz, czyli poniżej zera. Stąd szatan i wszystko, co z nim związane, nie jest rozpoznawane. Po drugie, nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo powszechne jest dziś pogaństwo, jak wielu ludzi wierzy w magię, stosuje ją na co dzień i wyznaje doktryny leżące u jej podłoża. Jeśli zapyta pan przeciętnego Polaka, co mówi mu słowo: "Wicca", nie będzie miał żadnych skojarzeń. A przecież jest to w wielu środowiskach bardzo popularna religia, której wyznawca, niezależnie od tego, czy jest kobietą, czy mężczyzną, nazywany jest czarownicą i na co dzień, tak jak Harry Potter, używa magicznej różdżki i tych samych zaklęć.

- Zachłyśnięcie się magią i praktykami okultystycznymi nie jest jedynie polską specyfiką. Np. w Paryżu znakomicie prosperuje kilkadziesiąt tysięcy wróżek...

- Od kilkudziesięciu już lat występuje w naszym kręgu kulturowym coraz bardziej nasilające się zjawisko, które specjaliści nazywają bombardowaniem magią. Poświęca temu swoją książkę Młodzi i ezoteryzm Carlo Climati. Podany przez pana fakt jest dowodem, jak to bombardowanie jest skuteczne.

- Praktyki demoniczne nie ograniczają się jedynie do patrzenia w szklaną kulę. Ks. prof. Andrzej Zwoliński podaje, że praktykowana jest nadal wiara w średniowieczną żydowską legendę, wedle której demon żeński Lilith został stworzony przez Boga z brudu, jeszcze przed stworzeniem Ewy. Owa Lilith była pierwszą żoną Adama i rodziła mu demoniczne dzieci. Okazuje się, że jej kult jest żywy, a w Stanach Zjednoczonych istnieje satanistyczna świątynia Lilith.

- Szklana kula, różdżka, horoskopy, Gwiezdne wojny, Harry Potter - to jedynie wstęp, swego rodzaju przedszkole okultystyczne. Podany przez pana mit jest jednym z setek mitów, które dziś odżywają i traktowane są przez wielu ludzi w taki sposób, w jaki my traktujemy Pismo Święte. Mit ten nie należy do najbardziej popularnych. Dzieła, które wyznaczyły w największej chyba mierze oblicze współczesnego pogaństwa i satanizmu to: Mewa Richarda Bacha, Księgi Bestii Aleistera Crowleya i Biblia Szatana Sandora LaVeya. To pierwsze, traktowane początkowo jako dzieło wyłącznie literackie, mówiło o reinkarnacji i pracy nad sobą, której efektem miało być osiągnięcie stanu boskości. To drugie, było dziełem o magii, która pozwala realizować człowiekowi podstawową zasadę satanizmu, sformułowaną i upowszechnioną właśnie przez Crowleya: "Czyń, co chcesz" - zasadę powodującą, że każdy " zostaje swoim własnym bogiem". Crowley mówi, że magowie powinni dla " dobra ludzkości" objąć władzę nad całym światem, odwołując się do " wyższej inteligencji", którą symbolizuje liczba 666. Z Biblii Szatana dowiadujemy się, że największym przyjacielem człowieka jest diabeł, a rzeczywistość dająca człowiekowi pełnię przyjemności powstaje, gdy człowiek konsekwentnie popełnia grzechy główne.

- Jakie podobieństwa widzi Pan między wymienionymi pozycjami a tak popularnym dzisiaj w Polsce i na świecie "Harrym Potterem".

- To, co wiąże powieść Rowling z Mewą Bacha to - obok tej samej wymowy ideowej - dwa fakty. Po pierwsze, obie książki traktowane były początkowo jedynie jako dzieła literackie, które nie mają żadnych szkodliwych, duchowych i moralnych, odniesień. Po drugie, w obu wypadkach zaskakująca jest ich niebywała popularność, której dowodem była sprzedaż milionów egzemplarzy. Po kilku latach ( początek lat 70.) okazało się, że Bach jest jednym z liderów ruchu New Age, a Mewa - pierwszą księgą "pisma świętego" neopogaństwa. Popularność Mewy związana była z tym, że było to faktycznie dzieło religijne, a nie literatura piękna. 

Wszystko wskazuje na to, że w przypadku Harry´ego Pottera historia się powtarza. Co łączy powieść Rowling z pozostałymi pozycjami? Tym łącznikiem, który wyraźnie rzuca się w oczy, jest magia. Już ten fakt powinien zaniepokoić chrześcijan i wzbudzić ich zdecydowany sprzeciw. Przecież Pismo Święte, Tradycja i nauczanie Kościoła bardzo dużo mówią o magii.

- Pismo Święte wyraźnie zakazuje praktyk magicznych...

- Zajrzyjmy choćby do Księgi Powtórzonego Prawa. Czytamy tam w akapicie Kulty potępione: "Gdy ty wejdziesz do kraju, który ci daje Pan, Bóg twój, nie ucz się popełniania tych samych obrzydliwości, jak tamte narody. Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza. Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój" . (Pwt 18, 9-14). Pismo Święte przyrównuje też oddawanie się magii do prostytucji: "Lud mój zasięga rady u swego drewna, a jego laska daje mu wyrocznię; bo go duch nierządu omamił - opuścili Boga swego, aby cudzołożyć" (Oz 4, 12; Iz 2, 6; 3, 2-3).

- Praktykowanie magii jest grzechem ciężkim...

- Magia wymieniana jest przez św. Pawła obok największych grzechów: "Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, Królestwa Bożego nie odziedziczą" (Ga 5, 19-22). Magia to płaszczyzna spotkania z szatanem, po której poruszają się Crowley, LaVej i Rowling. Św. Paweł nakazuje takim ludziom, jeśli chcą zostać chrześcijanami, wyrzec się swoich praktyk i spalić księgi, które promują. 

To, co robi Potter w świetle Pisma Świętego, nazwane jest "nierządem", "cudzołóstwem". Jak mówi poświęcona magii Nota duszpasterska konferencji biskupów Toskanii - jest to "prostytucja duchowa", będąca zdradą Boga. 

Niektórzy zwolennicy książki Rowling mówią: "To tylko powieść". Czy katolik polecałby swoim dzieciom powieść, której akcja toczy się w domu publicznym lub agencji towarzyskiej, a jej bohaterowie, łącznie z główną, pozytywną postacią, parają się prostytucją?

- Obrońcy Harry´ego Pottera twierdzą, że jest to książka równie niewinna co choćby "Alicja w Krainie Czarów", gdzie występują niesamowitości magiczne, a jest to pozycja pouczająca, na której wychowało się wiele pokoleń dzieci.

- Obrońcy Pottera są albo niedouczeni, albo cechuje ich zła wola. W swojej książce Magiczny świat Harry´ego Pottera poświęcam kilka rozdziałów na analizę Alicji w Krainie Czarów i klasyki baśni. Nie ma żadnych wspólnych punktów w Harrym Potterze i Alicji. Magia w powieści Rowling jest dokładnie taka sama jak w Biblii Szatana czy pozycjach religii Wicca. Jest też przedstawiana, jak zwracał na to wielokrotnie uwagę o. Aleksander Posacki SJ, niezwykle realistycznie. W opowieści Carolla magia w ogóle nie występuje. Jedyne "magiczne" zjawiska to buteleczki z napisem: "Wypij mnie", po wypiciu których Alicja maleje, i ciasteczka z napisem: "Zjedz mnie", po zjedzeniu których rośnie. Książka jest ponadto, co jest wyraźnie w niej zaznaczone, zreferowaniem wyłącznie fantazji sennych.

- A baśnie Andersena?

- Dokładnie w 5% tych baśni pojawiają się czary. Przeważnie związane są one ze złem. Pojawiają się na krótko. Potem przychodzi normalne życie. Andersen wciąż zaznacza, kto jest Panem, Prawodawcą, Zbawicielem. Mówi dużo o Chrystusie i Opatrzności Bożej. Jego bohaterowie wciąż zwracają się do Boga w modlitwie, a gdy Go o coś proszą, podkreślają, że jeśli Jego wola jest inna, to niech się tak stanie. Często są na nabożeństwach i przystępują do Komunii św. W najbardziej nasyconej "magią" baśni Towarzysz podróży, której głównym bohaterem jest Jan, znajdujemy następujące fragmenty: "W kościele dzwoniono na nabożeństwo, bo była niedziela. Ludzie szli na kazanie; Jan przyłączył się do nich, śpiewał psalmy, słuchał Bożego słowa i wydawało mu się, że jest w swoim kościele, gdzie był ochrzczony i gdzie śpiewał psalmy z ojcem". Gdy Jan zachwycony jest widokiem lasu, mówi: "Dobry, kochany Boże! Chciałbym Cię całować za to, że jesteś taki dobry dla nas wszystkich, za to, że dałeś nam te wszystkie cuda świata". W Opowiadaniu z Diun znajdujemy zdanie: "W niedzielę przed podróżą przystępowali wszyscy razem do Komunii św.". W Opowiadaniu o matce czytamy: "A wtedy matka załamała ręce, upadła na kolana i modliła się do Pana Boga: Nie słuchaj mnie, jeżeli modlę się przeciw Twojej woli! Ona jest najdoskonalsza".

- Natomiast baśnie braci Grimm aż roją się od magicznych elementów...

- Nieprawda. Jestem świeżo po lekturze wszystkich 400 baśni tych autorów. Opowieści zawierające elementy magiczne stanowią dosłownie kilka procent. Te zaś baśnie, które je zawierają, utożsamiają je albo ze złem, albo z wróżkami, które pojawiają się sporadycznie i wyraźnie zalecają, aby na co dzień kierować się rozumem i do wszystkiego dochodzić własną pracą.

- Ale przecież trudno wyobrazić sobie baśniową literaturę dla dzieci bez dobrej wróżki. Czy to także są praktyki szatańskie?

- Te wyobrażenia są fałszywe. Czarów w baśniach jest bardzo mało, i wyraźnie, najczęściej, wiązane są one ze złem. Pojawiają się tam raczej cudowne przedmioty typu nakrywający się stoliczek, których wiązanie z magią przypomina łączenie piernika z wiatrakiem. Kościół katolicki i sataniści są zgodni przynajmniej w jednym: biała i czarna magia to ta sama magia.

- Harry Potter używa białej magii, która służy jedynie " dobrej sprawie, a cel jej jest szlachetny". Czarna magia jest zakazana w szkole dla czarodziejów, gdzie pobiera naukę. Biała przedstawiana jest w opozycji do czarnej.

- Pozytywni bohaterowie powieści Rowling stosują magię wcale nie w szlachetnych celach, ale po prostu jako sposób na życie. Za jej pomocą zmywają brudne naczynia, przenoszą się z miejsca na miejsce i rozwiązują wszystkie swoje problemy. Używają jej również, by zrobić krzywdę innym ludziom. Czy można nazwać białą magię, którą stosuje Harry Potter, powodując, że kieliszek w rękach jego ciotki pęka, kalecząc jej całą twarz? Czy do białej magii można zaliczyć zaklęcie powodujące oparzenia twarzy, które Harry Potter rzuca na kolegę, na którego się obraził. Potter nie stosuje najbardziej śmiercionośnych zaklęć, ponieważ ich (jeszcze) nie umie. Wyraża jednak żal z tego powodu, np. wtedy, gdy chciałby zastosować takie zaklęcie wobec znienawidzonego przez siebie nauczyciela.

- Czy z książki wynika, że jej autorka musiała znać i praktykować magię?

- Moja książka o Harrym Potterze zawiera rozdział: Czy Rowling jest czarownicą? Kończy się on następująco: Rowling ma większą wiedzę na temat magii niż przeciętna współczesna czarownica. Nie wiem, czy jest czarownicą. Wiem jedno, że gdyby czarownica pisała książkę dla dzieci i młodzieży, napisałaby podobną, jeżeli nie identyczną powieść.

- Jaki jest stosunek Rowling do chrześcijaństwa?

- Nie wyraża go wprost, ale wydaje się być on jednoznaczny. Świadczą o tym liczne fragmenty powieści. Podajmy tylko dwa przykłady. W czwartym tomie, w dzień Bożego Narodzenia, uczniowie wychodzą przed szkołę i zastają tam "grotę bożonarodzeniową". Kto się w niej znajduje? Nie ma tam Dzieciątka i Jego Matki, lecz... elfy, św. Mikołaj i jego reny. Czy nie jest to świadomie, dokonany z premedytacją zabieg? W tym samym tomie Czarny Pan, który odradza się na - podkreślmy to - 666 stronie nakazuje Potterowi: "Złóż mi pokłon". Potter (który jest wybrańcem, swego rodzaju mesjaszem mającym pokonać zło), pomimo że nie chce tego zrobić, poddaje się mocy magii Czarnego Pana i pokłon oddaje. Czyż nie jest to bluźniercze odwołanie się do kuszenia Chrystusa? Czy nie ma tu informacji o tym, że najsilniejsze w świecie jest zło?

- Dziękuję za rozmowę.

2019  Parafia Krotoszyce  globbers joomla template